100. rocznica urodzin Andrzeja Hiolskiego – Filharmonia Narodowa, 2 i 3 grudnia 2022
Wykonawcy: Matthias Goerne – baryton, Orkiestra Filharmonii Narodowej, Andrzej Boreyko – dyrygent
Andrzej Boreyko – dyrektor artystyczny Filharmonii Narodowej na spotkaniu z cyklu wprowadzeń do piątkowo-sobotnich koncertów O czym gramy? powiedział, że programując każdy koncert, traktuje go jako dzieło, w którym poszczególne kompozycje mają tworzyć ze sobą spójną całość.
Koncert poświęcony pamięci wybitnego barytona Andrzeja Hiolskiego (1922 – 2000) wypełniły: Zan tontemiquico Mikołaja Piotra Góreckiego (syna Henryka Mikołaja), Kindertotenlieder (Pieśni na śmierć dzieci) Gustava Mahlera, Wstęp i Śmierć Izoldy z dramatu muzycznego Tristan i Izolda Richarda Wagnera i IV symfonia Wałentyna Silwestrowa. Dominował więc motyw śmierci.
Można było odnieść wrażenie (i ja takie odniosłam), że dedykacja Andrzejowi Hiolskiemu została dodana pięć przed dwunastą. Andrzej Hiolski urodził się 1 stycznia, a koncert odbył się w ostatnim miesiącu roku jubileuszowego. Program też można było odebrać jako niemający związku z Andrzejem Hiolskim. Kindertotenlieder nie należało do popisowych pozycji w jego repertuarze.
Kiedy został ogłoszony program sezonu 2022/2023 w Filharmonii Narodowej byłam też zdumiona, że w koncercie pamięci wybitnego, polskiego barytona wystąpi śpiewak z zagranicy, tym bardziej, że w gronie polskich barytonów są śpiewacy należący do światowej czołówki.
Jednak po wysłuchaniu Kindertotenlieder w interpretacji Matthiasa Goernego przestałam mieć pretensję o to, że nie śpiewał Polak. Kunszt Goernego sprawił, że narodowość solisty tego koncertu stała się drugorzędna. Liczyło się tylko to, że jest to śpiewak tej samej miary co Andrzej Hiolski. Goerne śpiewał z pamięci, co nie jest częste, a we mnie wzbudza większy szacunek dla wykonawcy. Mniej zachwyca śpiewak, który ma wzrok cały czas wbity w nuty. Matthias Goerne wykonywał ten cykl całym sobą. Jego zaangażowanie w przekazywanie treści zawartych w wierszach Friedricha Rückerta, napisanych po śmierci dzieci tego poety, było nie tylko słychać w głosie, ale również widać w gestach rąk, pochylaniu ciała. Śpiewał w swoim ojczystym języku, co też ma swoją wagę i daje przewagę nad wykonawcami z innych krajów. Niemiec w niemieckim repertuarze, Włoch we włoskim, Polak w polskim itd. będą zawsze bardziej przekonujący od tych, dla których nie są to rodzime języki.
Poza tym silny, ciemny baryton Matthiasa Goernego idealnie pasuje do dramatyzmu Kindertotenlieder.
O ile Kindertotenlieder i oba fragmenty z Tristana i Izoldy Wagnera są magnesami każdego koncertu symfonicznego, a kompozycje Silwestrowa po napaści Rosji na Ukrainę, my teraz w Polsce sukcesywnie poznajemy – utwór Góreckiego juniora, od ponad ćwierć wieku mieszkającego za oceanem, był dla większości bywalców Filharmonii Narodowej niewiadomą. (Znali go tylko ci, którzy mieli okazję usłyszeć tę kompozycję podczas 4. Festiwalu Prawykonań Polska muzyka najnowsza w Katowicach w 2011 r.). Mnie, bardziej od dźwięków Zan tontemiquico, zafrapowały informacje pośrednio związane z tym utworem. Jego tytuł w języku náhuatl został zaczerpnięty z poezji poety azteckiego. W wolnym przekładzie oznacza to „przychodzimy tylko śnić”. Według tego poety, którego można namierzyć w Internecie pod imieniem Tochihuitzin, nasze realne życie jest snem, a prawdziwe życie toczy się wtedy, kiedy śnimy.
Prawda, że to intrygujące?
Goerne Lisiecki Beethoven Pieśni – płyta i koncert na festiwalu Chopin i jego Europa 2020