Aktorzy w dobrej wierzePróba Teatr Polski w Warszawie

Aktorzy w dobrej wierzePróba Teatr Polski w Warszawie

Pierre de Marivaux Aktorzy w dobrej wierzePróba
Przekład – Jerzy Radziwiłowicz
Reżyseria – Edward Wojtaszek
Premiera w Teatrze Polskim w Warszawie, 10 maja 2025

Te dwie jednoaktówki XVIII-wiecznego, francuskiego dramatopisarza nigdy nie zostałyby zestawione i pokazywane jednego wieczoru, gdyby nie sprzyjający zbieg okoliczności. Traf sprawił, że w Teatrze Narodowym w Warszawie spotkali się przy okazji wystawienia tamże innej sztuki Pierre’a de Marivaux – Fałszywej służącej (granej w Narodowym pt. Umowa) Edward Wojtaszek – reżyser i znawca dramatopisarstwa francuskiego i Jerzy Radziwiłowicz – znakomity aktor, który dał się już wtedy poznać jako wyborny tłumacz sztuk Moliera (Don JuanaTartuffe’a) i owej Fałszywej służącej, która obu panów zetknęła ze sobą w Narodowym. Radziwiłowicz pochwalił się wtedy Wojtaszkowi, że z rozpędu przełożył dwie jednoaktówki Marivaux – właśnie te, które teraz doczekały się inscenizacji w Teatrze Polskim w Warszawie.

Pierre de Marivaux Próba, Teatr Polski w Warszawie. Krzysztof Kwiatkowski i Jakub Kordas. Fot. Karolina Jóźwiak

Pierre de Marivaux Próba, Teatr Polski w Warszawie.
Krzysztof Kwiatkowski i Jakub Kordas. Fot. Karolina Jóźwiak

Próbę przełożoną przez innego innego tłumacza incydentalnie wystawiano już w Polsce, natomiast Aktorzy w dobrej wierze są polską prapremierą.
Twórczość dramatopisarska Marivaux jest w Polsce prawie nieznana. Na afisz trafiały głównie w tłumaczeniu Boya Igraszki trafu i miłości, grane też w innym przekładzie pod tytułem Gra miłości i przypadku (zdaniem Radziwiłowicza, ten tytuł drugi lepiej oddaje sens tej sztuki).
W języku ludzi teatru, ale i filologów, zadomowiły się pojęcia mariwodaż i mariwodzić. Mariwodaż (marivaudage) jest synonimem wielosłowia, wręcz pustosłowia. Jednak ta pozorna paplanina w sztukach Marivaux, krążąca wokół uczuć miłosnych, nie jest pozbawiona znaczenia. Była nawet koniecznością.

W odróżnieniu od Moliera, który ukazywał śmieszność rozmaitych charakterów ludzkich, nie wdając się w motywacje postępowania bohaterów – u Marivaux mamy do czynienia z zacięciem psychologicznym. Z braniem pod lupę natury ludzkiej. Ale to nie był jeszcze czas francuskiej powieści psychologicznej, który miał dopiero nadejść. Przed i w czasach Marivaux nikt jeszcze nie poruszał sfery erotyki, nie mówiąc już o seksualności. Prawdziwe uczucia, żądze, a także zamiary odczytywało się jak w łamigłówce z tego; co i jak bohaterowie sztuk mówili.
Jeżeli się o tym nie wie, zarówno Aktorzy w dobrej wierze, jak i Próba mogą się dłużyć. A mając tę wiedzę, wsłuchiwanie się w dialogi może być frapujące.

Obie te jednoaktówki są o manipulacji. I w obu ważną rolę odgrywają pieniądze. Był to nośny w tamtych czasach motyw, który nie stracił na aktualności i dzisiaj. Kto ma pieniądze – jest wyżej postawiony i może decydować o losie innych.
Aktorzy w dobrej wierze dotykają również istoty teatru. To z tej sztuki pochodzi skrzydlate wyrażenie „oni udają, że nie udają”. Natomiast Próba nie ma niczego wspólnego z aktorstwem. To rzecz o wyjątkowo bezczelnej intrydze, wystawiającej na próbę uczucie młodej, zakochanej kobiety. Nieświadomej jeszcze ludzkiej obłudy i podłości.

Aktorzy w dobrej wierze. Obsada w komplecie. Od lewej: Irmina Liszkowska, Jakub Kordas, Dorota Bzdyla, Katarzyna Lis, Paweł Krucz, Katarzyna Skarżanka, Adam Biedrzycki, Marta Kurzak, Anna Cieślak, Krzysztof Kwiatkowski. Fot. Karolina Jóźwiak

 

Aktorach… realizatorzy postawili na komediowość, na humor sytuacyjny. Akcja rozgrywa się w pięknej, ogrodowej scenerii. Aktorzy noszą XVIII-wieczne kostiumy i peruki, mają mocno upudrowane i uszminkowane twarze.
Próba, czego nietrudno się domyśleć, jest posępnym dramatem, przypominający klimaty ze sztuk Musseta. Do całkowitego podobieństwa brakuje tylko morderstwa. Akcja Próby również toczy się w ogrodzie, ale pogrążonym w ciemności; budzącym niepewność i lęk.

Aktorzy w dobrej wierze. Irmina Liszkowska i Krzysztof Kwiatkowski. Fot. Karolina Jóźwiak
Scenografia i kostiumy są mocną stroną w obu jednoaktówkach. Zaprojektowała je Weronika Karwowska. Szczególnie podobają mi się elegancja i kolory męskich kostiumów w Próbie.

W obsadzie jest dziesięcioro aktorów Teatru Polskiego: Adam Biedrzycki, Dorota Bzdyla, Anna Cieślak, Jakub Kordas, Paweł Krucz, Marta Kurzak, Krzysztof Kwiatkowski, Katarzyna Lis, Irmina Liszkowska, Katarzyna Skarżanka. Sześcioro spośród nich występuje w obu jednoaktówkach.

Wreszcie last but not least – rozbrzmiewająca w przedstawieniu muzyka Tomasza Bajerskiego. Idealnie pasująca do treści, współtworząca nastrój.

Przekład Jerzego Radziwiłowicza zawiera parę wyrazów, które oburzyły purystów językowych. Chodzi o słowa: kurde, palant i fajnie. Każde z nich pada ze sceny tylko po razie. Mnie „zazgrzytało” jedynie to kurde. Pozostałe są równoprawnymi słowami w języku potocznym. I gdyby wgryźć się w kontekst, ich obecność okazałaby się zasadna. Przekłady Radziwiłowicza są cenione właśnie za to, że odzwierciedlają współczesny język, zachowując cechy języka literackiego. Ja staję w obronie „fajnie” i zachęcam do obejrzenia tych jednoaktówek w Teatrze Polskim w Warszawie.

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl