Julian Tuwim Bal w Operze
Reżyseria – Agnieszka Płoszajska. Muzyka, kierownictwo muzyczne, a także aktorski udział w przedstawieniu – Leszek Możdżer.
W obsadzie z udziałem Alicji Węgorzewskiej, dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej; aktorzy, śpiewacy musicalowi, akrobaci. Gra zespół w składzie: Leszek Możdżer – fortepian, instrumenty klawiszowe, Piotr Mania – fortepian, instrumenty klawiszowe, Patryk Stachura – gitara basowa, Sebastian Frankiewicz, Paweł Dobrowolski – perkusja.
Premiera w Basenie Artystycznym Warszawskiej Opery Kameralnej 26 marca 2026

Ta propozycja Warszawskiej Opery Kameralnej wywołała we mnie ambiwalentne odczucia. Skierowane do potencjalnych widzów słowa Agnieszki Płoszajskiej – reżyseria i Leszka Możdżera – muzyka i kierownictwo muzyczne są zachęcające. Zapowiadają wyjątkowe przedstawienie, z racji samego materiału literackiego.
Przypomnę (nie będę ukrywać, że za Wikipedią), że poemat Bal w Operze (1936) był reakcją Tuwima na rodzący się faszyzm. A według Czesława Miłosza; wyrażał „obrzydzenie zaobserwowanym przez Tuwima zezwierzęceniem współczesnego mu świata, pogonią władzy za pieniądzem, seksem i obżarstwem…”
Ten satyryczny, określany także jako katastroficzny utwór rozpoczyna cytat z Apokalipsy św. Jana [Ap 18, 4–5]. Akcja toczy się na trzech planach: na tytułowym balu, w wiosce i w mieście. Sceny realistyczne przeplatają się z iluzorycznymi.
Zapowiedź, że Agnieszka Płoszajska odwołuje się w tym przedstawieniu do współczesnej wrażliwości; że balansuje na styku opery, performansu i współczesnego teatru; że widzowie będą współuczestnikami spektaklu – rozpalały ciekawość.

W Basenie Artystycznym, idealnym do prezentacji tego rodzaju widowisk, akcja rozgrywa się w przestrzeni całego pomieszczenia. Pośrodku widowni (niegdysiejszej niecki autentycznego basenu) stoi stół, pełniący funkcję sceny głównej. Widzowie zasiadają przy tym stole-scenie, ustawionym między zwyczajową sceną w Basenie Artystycznym, a przeciwległym podestem, na którym grają muzycy. VIP-y zasiadają przy stolikach. Wykorzystane są także balkony na wszystkich poziomach dawnego basenu.
I to wszystko jest na plus.
Natomiast zastosowane w inscenizacji środki wyrazu, poniekąd będące w zgodzie ze wspomnianym wyżej „obrzydzeniem” Juliana Tuwima, jak dla mnie, za bardzo zbliżają się do granicy złego smaku. A nawet ją parę razy przekraczają. Mam na myśli ostentacyjne sceny uprawiania seksu i narkotyzowania się, ale i inne wyuzdane sceny, jak również wyzywające kostiumy i makijaże. Nie mówiąc już o wulgaryzmach.
Od teatru oczekuję przedstawienia jakiejś prawdy o życiu, a nie ukazywania życia jeden do jednego. A już zdecydowanie odrzuca mnie fizjologia na scenie. Ci, którzy uważają podobnie, niech się na ten Bal nie wybierają. Ale wielbicieli Leszka Możdżera i osób otwartych na odważne sceny, nie zrażam. Wielu widzów na spektaklu, który widziałam było na tak. Zainteresowanym mówię – idźcie, ale na własną odpowiedzialność.