Boska Sarah Bernhardt, reżyseria – Guillaume Nicloux, scenariusz – Nathalie Leuthreau.
Obsada: Sandrine Kiberlain – Sarah Bernhardt, Laurent Lafitte – Lucien Guitry, Grégoire Leprince-Ringuet – Maurice Bernhardt i inni.

Jednak fenomenu aktorstwa Sarah Bernhardt nawet nie dotkniemy w filmie Guillaume’a Nicloux. Fabuła jest sfokusowana na wieloletnim romansie tej wybitnej, francuskiej aktorki z Lucienem Guitrym (również aktorem) oraz na jej ekstrawaganckich upodobaniach, które jak wiemy z przekazów, rzeczywiście, miała. Ale czy te jej dziwactwa dokładnie tak wyglądały? Skłaniałabym się do tego, że to raczej wyobrażenie reżysera, który jest także aktorem i powieściopisarzem.
Film ma strukturę retrospekcji. Nietypowe jest to, że następujące po sobie sekwencje coraz dalej cofają się w czasie. W każdej następnej oglądamy coraz to młodszą Sarah, co jest zaciekawiającą formą narracji.
Na początku filmu widzimy ją już siedemdziesięcioletnią, tuż przed amputacją nogi. Reżyser uznał, że operacja musi wstrząsnąć widzem i pokazał ją na granicy epatowania grozą tego okaleczającego zabiegu chirurgicznego. Jest to przerażająca scena! Nie jestem przekonana co do tego, czy tak właśnie powinna ona wyglądać?
Moja zasadnicza obiekcja dotyczy obsadzenia w tytułowej roli Sandrine Kiberlain. Byłabym gotowa przymknąć oko na to, że Sarah na ekranie jest platynową blondynką, mimo że rzeczywistości miała czarne włosy. Kiberlain ma oryginalną urodę, ale nie można o niej powiedzieć, że jest pięknością. A Sarah Bernhardt roztaczała czar także jako piękna kobieta!
Reżyser wmontował w swój film zdjęcia prawdziwej Bernhardt, co przez porównanie, stawia pod znakiem zapytania fascynację filmową Sarah. W moim odbiorze, jest ona niewiarygodna.
Wiele do życzenia pozostawia też przedstawienie postawy życiowej Sarah Bernhardt, polegającej na odrzuceniu ówczesnych norm społecznych, krępujących wolność kobiety. Reżyserowi i scenarzystce słabo wyszedł ten wątek.
Walorem Boskiej Sarah Bernhardt jest anturaż XIX-wiecznego Paryża, który został z pieczołowitością ukazany we wnętrzach i w kostiumach. Jeżeli komuś historyczny design i historia romansu Bernhardt z Guitrym wystarczą – może ten film obejrzeć. Ale jeśli chciałby zrozumieć, na czym polegała „boskość” Sarah Bernhardt – może go bez poczucia straty odpuścić, bo ten film mu tego nie wyjaśni.