Caravaggio. Na tropie arcydzieła, reż. Álvaro Longoria
Dokument odsłaniający kulisy rynku sztuki, który trzyma w napięciu jak dobry film sensacyjny. Jego tematem jest «sleeper» Caravaggia, odkryty ledwie cztery lata temu.
Termin «sleeper» w środowisku marszandów i kolekcjonerów oznacza zaginiony lub przypisywany nieznanemu malarzowi obraz, który wyszedł spod pędzla mistrza.

Ecce Homo Caravaggia, uważany za obraz malarza NN, od kilku pokoleń był prywatną własnością pewnej hiszpańskiej rodziny. Świat do dziś by się nie dowiedział, że namalował go Caravaggio, gdyby jego dotychczasowa właścicielka nie przeprowadzała się do niedużego mieszkania, w którym nie było miejsca na obrazy. Wizerunek umęczonego Chrystusa (wraz z innymi wielkoformatowymi obrazami z domu rodzinnego) oddała do domu aukcyjnego Ansorena w Madrycie. A ten wystawił go na aukcję, ustalając cenę wywoławczą na 1500 euro. Pierwszoligowi marszandzi w mig rozpoznali zaginiony obraz Caravaggia. Rozpoczął się ich wyścig, w którym proponowali Ansorenie wycofanie go z aukcji w zamian za coraz to wyższą cenę za jego odkupienie. Oferty błyskawicznie z setek tysięcy euro urosły do milionów euro.
Obraz został poddany badaniom międzynarodowych rzeczoznawców, którzy potwierdzili autentyczność dzieła Caravaggia. W związku z tym uzyskało ono status BIC, co wiąże się z tym, że podlega ochronie państwa i nie wolno go wywieźć zagranicę.
Uruchomiło to następny etap działań marszandów. Marszand, który zaczął wieść prym w staraniach o doprowadzenie do aukcji, mówi w tym filmie:
„Mogliśmy zarobić 200 milionów euro, a przypadnie nam tylko 50 milionów”.
Pieprzu tej wypowiedzi dodaje fakt, że te wydarzenia działy się w 2021 roku, a więc podczas pandemii. Kiedy cały świat zamarł w przerażeniu żniwem koronawirusa, batalia o krociowe zyski na rynku sztuki szła w najlepsze.
Ostatecznie Ecce Homo Caravaggia, po pieczołowitej restauracji, zostało w 2024 roku wystawione na aukcję i sprzedane. Do wiadomości publicznej podano, że kupiono je za 36 milionów euro. Nabywca zastrzegł sobie anonimowość. Wolą poprzednich właścicieli obrazu (wspomnianej na początku tekstu hiszpańskiej rodziny) było to, żeby dzieło po aukcji pokazywać publicznie. I tak się stało. Trafiło ono do madryckiego muzeum Prado na czas nieokreślony. Miejsce jego docelowego „pobytu” pozostaje w tajemnicy.
W końcowej sekwencji filmu widzimy stojącą przed Ecce Homo Caravaggia w Prado grupę ludzi, składającą się z historyków sztuki, marszandów, muzealników, m.in. tych, którzy wypowiadali się w tym filmie.
Kamera pokazuje po kolei ich twarze wyrażające silne emocje. To swoiste studium psychologiczne. Tego nie da się opisać słowami, to trzeba zobaczyć.