Chora na siebie – recenzja

Chora na siebie – recenzja

Chora na siebie – recenzja. Scenariusz i reżyseria Kristoffer Borgli. Produkcja norwesko-szwedzka. W rolach głównych Kristine Kujath Thorp i Eirik Sæther. Ona jest aktorką, znaną z Morza Północnego w ogniu w reż. Johna Andreasa Andersena; on – artystą sztuk wizualnych, który zadebiutował w tym filmie jako aktor.

Na ubiegłorocznym festiwalu w Cannes Chorą na siebie okrzyknięto najzabawniejszą komedią na tym festiwalu. Mam widać inne poczucie humoru, bo ani jedna scena w tym filmie mnie nie rozśmieszyła, za to niejedna przeraziła.
Tytułowa bohaterka, pracująca jako kelnerka w kafejce, ma przerośniętą potrzebę bycia zauważaną. I to nie tylko przez swoje otoczenie, ale także przez obcych ludzi nawet przypadkowych przechodniów na ulicy. Jej chłopak, artysta, też ma nierówno pod sufitem. Tworzywem jego wystaw są meble i inne przedmioty, które kradnie ze sklepów z wyposażeniem wnętrz. Jego najnowsza wystawa w renomowanej galerii budzi zainteresowanie wysokonakładowego pisma. Publikuje ono z nim wywiad i daje jego zdjęcie na okładce. Jest to nie do przełknięcia przez zazdrosną o sławę partnera «Chorą», która posuwa się do kroku, na jaki nikt przy zdrowych zmysłach by się nie odważył. To, co ona robi, wygląda na aluzję reżysera do specyfiku, którym próbowano otruć pewnego polityka.

Chora na siebie – recenzja. Reż. Kristoffer Borgli. Fot. Oslo Pictures

Chora na siebie (Sick of Myself; norw. Syk Pike) Fot. Oslo Picture
Kristine Kujath Thorp w filmie Chora na siebie (Sick of Myself). Fot. Oslo Pictures

Kristine Kujath Thorp (tu i obok) w scenach z filmu. Fot. Oslo Pictures

Zmieniona charakteryzacją twarz aktorki kwalifikuje się do horrorów. Ten upiorny wygląd byłby nie do zniesienia, gdyby przyszło patrzeć na niego przez resztę filmu. Ale są to tylko góra trzy ujęcia trwające po parę sekund. Rany się goją, szramy bledną i co więcej, stają się atutem bohaterki. Pomagają jej zaistnieć w modelingu i trafić (co byłem jej celem) na łamy i anteny mediów – tu trzeba dopowiedzieć – karmiących się sensacjami. Sposób w jaki Kristoffer Borgli pokazuje to w swoim filmie jest ciętą satyra na obie branże. A przy okazji reżyser ośmiesza potęgę mediów społecznościowych.
W ostatnich sekwencjach twarz bohaterki, mająca uwidocznić skutki wyniszczenia jej organizmu, jest do bólu realistyczna, przez co jeszcze bardziej przerażająca. Charakteryzacja zasługuje na nagrodę!
Kristine Kujath Thorp zebrała wiele pochwał za tę rolę, uznawaną wręcz za kreację. Przyznaję, że jest to utalentowana, świetnie zapowiadająca się aktorka (rocznik 1992). Przyłączam się do tych pochwał, choć wolałabym podziwiać jej zdolności aktorskie w filmie, który tak nie przygnębia.

Chora na siebie
znalazła się w zestawie filmów towarzyszących trwającej jeszcze do 5 marca 2023 wystawie Przesilenie. Malarstwo Północy 1880 – 1910  w Muzeum Narodowym w Warszawie. Cóż za kontrast z kontemplacyjną twórczością malarzy skandynawskich sprzed ponad stu lat. Przepaść!

Koneserzy kina, oczywiście, powinni zobaczyć ten film, żeby wiedzieć, co pojawia się dziś w kinematografii norweskiej, której filmy z rzadka trafiają na polskie ekrany. Natomiast tym, którzy oczekują od kina przyjemnych, krzepiących doznań, zdecydowanie go odradzam.

Dream scenario (2023), scenariusz i reżyseria Kristoffer Borgli

 

Zdjęcia – materiał prasowy dystrybutora/Aurora Films

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl