Così fan tutte w Warszawskiej Operze Kameralnej

Così fan tutte w Warszawskiej Operze Kameralnej

Wolfgang Amadeusz Mozart Così fan tutte, libretto – Lorenzo da Ponte
Premiera 7 maja 2026 w Teatrze Warszawskiej Operze Kameralnej
Reżyseria – Paweł Szkotak
Kierownictwo muzyczne – Adam Banaszak
WYKONAWCY
Śpiewacy: Aleksandra Orłowska/Laura Topolánszky, Katarzyna Szymkowiak/Karolina Nosowska, Teresa Marut/Anna Skobel, Hubert Zapiór (nie ma dublera), Łukasz Kózka/Gyula Rab, Artur Janda/Dariusz Machej oraz Zespół Wokalny Warszawskiej Opery Kameralnej przygotowany przez Krzysztofa Kusiela-Moroza
Tancerze: Klaudia Janicka, Jakub Piotrowicz, Sebastian Piotrowicz
Gra Orkiestra Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV), pianoforte – Dorota Stawarska, dyrygent – Adam Banaszak

Urocza inscenizacja, zaprojektowane z polotem kostiumy i bardzo dobra obsada!
Wysoki poziom orkiestry MACV pod batutą jej kierownika muzycznego Adama Banaszaka jest rzeczą oczywistą.
Akcja tej inscenizacji rozgrywa się współcześnie w Stanach Zjednoczonych. Informują o tym projekcje, które pełnią funkcję widoku za oknem.
Paweł Szkotak (założyciel i reżyser słynnego z fenomenalnych widowisk plenerowych poznańskiego Teatru Biuro Podróży) zna nuty i pomysły inscenizacyjne w spektaklach operowych dostosowuje do tego, co słychać w muzyce. To ona podpowiada mu emocje postaci, które on przekłada na gesty, mimikę, sposób poruszania się po scenie itd.
Adam Banaszak wziął pod lupę partyturę i dostrzegł, że we fragmentach durowych Così fan tutte jej bohaterowie mówią prawdę, a w mollowych kłamią, co też przydało się w tworzeniu tej inscenizacji.

Così fan tutte, fot. Krzysztof Durkiewicz, materiał Warszawskiej Opery Kameralnej. W głębi Artur Janda – Don Alfonso. Na pierwszym planie, od lewej: Hubert Zapiór – Guglielmo, Aleksandra Orłowska – Fiordiligi, Katarzyna Szymkowiak – Dorabella, Łukasz Kózka – Ferrando, Teresa Marut – Despina

 

Mozart i da Ponte wysyłają Ferranda i Guglielma na wojnę. W przedstawieniu Pawła Szkotaka udają się na Grenlandię, z której przyjeżdżają przebrani za jej rdzennych mieszkańców, których dziś w myśl poprawności politycznej nazywamy Inuitami. Gdy na scenie pojawił się tłum żegnający Ferranda i Guglielma przed wyjazdem – myślałam, że to są statyści. Każdy w tej gromadzie był ubrany inaczej i wyglądał, mówiąc z amerykańska, jak ktoś z sąsiedztwa. Dopiero wtedy, gdy na czoło wysunął się z piłką do kosza, wyróżniający się wzrostem bas z Zespołu Wokalnego Warszawskiej Opery Kameralnej, zorientowałam się, że to są chórzyści. W drugim akcie chór wychodzi na scenę w jeszcze bardziej budzących podziw kostiumach.
Słowa najwyższego uznania dla Sylwestra Krupińskiego – projektanta kostiumów do tego przedstawienia. Dla solistek wybrał po kilka par szpilek, które jak się dowiedziałam, sam powyszukiwał w wielu miejscach. A sakwojaż przebranej za lekarza Despiny, który samodzielnie zrobił, chciałaby mieć nie jedna z elegantek na widowni. Ascetyczna scenografia Mariusza Napierały stanowi idealne tło dla tych cieszących oko kostiumów.

Widziałam obsadę z Orłowską, Szymkowiak, Marut, Zapiórem, Kózką i Jandą. Wszyscy świetni i wokalnie, i aktorsko! Niewielka przestrzeń Teatru Warszawskiej Opery Kameralnej pozwala na taką samą reżyserię jak dla Teatru Telewizji czy filmu, bo niemal z każdego miejsca na widowni wyraźnie widać twarze osób na scenie. Wykonawcy grają też fantastycznie spojrzeniami.

Così fan tutte,  fot. Krzysztof Durkiewicz, materiał Warszawskiej Opery Kameralnej. W środku Teresa Marut.

 

Jeszcze żadna odtwórczyni Despiny, a widziałam ich już kilka, nie zachwyciła mnie tak jak Teresa Marut. W tym przestawieniu to ona w mojej ocenie najbardziej bryluje. We wszystkich trzech zaprojektowanych dla niej kostiumach czuje się jak ryba w wodzie, świetnie się porusza. Jako doktor, w nietypowym dla medyków ubiorze, wygląda obłędnie.

To już nie pierwszy raz w przedstawieniach Warszawskiej Opery Kameralnej, kiedy śpiewaków wspierają tancerze, i to z zacięciem akrobatycznym. W operach buffo wspaniale uzupełniają obsadę, dodając niemałą dawkę humoru. Tak jest i teraz w „Così”.

Twórcy tej inscenizacji dopuścili się maleńkiego (dotyczącego tylko jednego słowa) odstępstwa od tekstu libretta. Otóż, w pojawiającej się pod koniec opery frazie, która posłużyła za jej tytuł, słowo tutte (wszystkie) zamienili na tutti (wszyscy). «Tak czynią wszyscy». Oczywiście, tytuł na afiszu jest taki sam, jak w oryginale.
Z pełnym przekonaniem polecam tę radosną inscenizację Cofan tutte w Warszawskiej Operze Kameralnej, która w podtekście ma całkiem poważne przesłanie. Wzajemność, wierność i zdrada w miłości to przecież kwestie o fundamentalnym znaczeniu w życiu.

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl