Falstaff w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej

Falstaff w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej

Giuseppe Verdi Falstaff, libretto – Arrigo Boito
Premiera w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej 17 kwietnia 2026

Reżyseria – Marek Weiss
Dyrygent – Patrick Fournillier
Wykonawcy: FalstaffSergio Vitale/Mateusz Michałowski, Ford – Stanislav Kuflyuk/Stepan Drobit, Alice Ford – Aleksandra Orłowska/Natalia Rubiś, Nannetta – Hanna Sosnowska-Bill/Hanna Okońska, Fenton – Nico Darmanin/Ioan Hotea, Mrs Quickly – Deniz Uzun/ Valentina Pluzhnikova, Meg Page – Monika Ledzion-Porczyńska/Elżbieta Wróblewska, Dr Caius – Wojciech Parchem/Zbigniew Malak, Bardolfo – Mateusz Zajdel/Piotr Maciejowski, Pistola – Remigiusz Łukomski/Jakub Szmidt
Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej
Uczennice i uczniowie Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Romana Turczynowicza w Warszawie oraz epizodyści

Na każdej stronie partytury Falstaffa piętrzą się trudności dla śpiewaków. Arii jak na lekarstwo, dominują „rozmowy” w ansamblach, w większości w szybkich tempach, a tekstu do zaśpiewania jest kilka razy więcej niż w przeciętnej operze. W pojedynczym takcie roi się od sylab. Wystarczy, że ktoś się spóźni lub pomyli i już wszystko jak w dominie leży. O sukcesie spektaklu decyduje tu perfekcja wokalna. A inscenizacja, tak naprawdę, jest na drugim miejscu.

Falstaff w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. Prolog dodany przez inscenizatora. Pierwszy z prawej Mateusz Michałowski – Falstaff.
Fot. Krzysztof Bieliński

 

Reżyser i inscenizator Marek Weiss dodał prolog do libretta Falstaffa. Przypomnę, opartego na Szekspirowskich Wesołych kumoszkach z Windsoru i wybranych scenach z Henryka IV. Prolog wyjaśnia; dlaczego Falstaff, który w Henryku IV dał się poznać jako jowialny gaduła z potężnym brzuchem, wprawdzie szelma i kłamczuch, ale inteligentny, dobrze znający naturę ludzką, a tym samym budzący sympatię – w Wesołych kumoszkach z Windsoru, na których bazuje libretto, stał się żałosną figurą, niewylewającym za kołnierz odpychającym typem.
W koncepcji Weissa, Falstaff stoczył się po tym, jak zaprzyjaźniony z nim wcześniej książę Henryczek został królem Henrykiem IV i nie dopuścił go do królewskiego dworu. Przedstawiający to prolog jest pantomimą w takt uwertury do jednej z pierwszych oper Verdiego. To jest do przyjęcia, aczkolwiek opera Falstaff jest dziełem autonomicznym i komediowym, a nie dramatem psychologicznym, natomiast przeniesienie akcji z oberży, za przeproszeniem, do burdelu – jest dla mnie przerostem formy nad treścią. Odtrącenie przez przyjaciela chyba nie jest powodem do zamieszkania pod dachem domu schadzek? Komicznie się robi, gdy akcja przenosi się z domu publicznego do domów bohaterów opery. Na pierwszym planie grana jest scena z libretta, a na drugim, znacznie większym, są w tym samym czasie odgrywane scenki rodem z filmu pornograficznego.

Scenografia zmienia się dopiero pod koniec przedstawienia. Na środku sceny pojawia się wtedy potężny dąb. I to jest zgodne z librettem; w oryginale ostatnie sceny rozgrywają się w parku, właśnie pod dębem.
Niespodziewanym ozdobnikiem jest sekwencja baletowa w choreografii Izadory Weiss, tańczona, trzeba przyznać, z gracją przez uczennice szkoły baletowej. Izadora Weiss przyłożyła także rękę do reżyserii całego przedstawienia. Jak można domniemywać, ten układ taneczny w zamyśle pary reżyserskiej ma coś symbolizować albo podkreślać. W moim odbiorze, jest on jednak oderwany od całości, z innej bajki. To tyle na temat inscenizacji.

Falstaff w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. Na pierwszym planie, od lewej: Valentina Pluzhnikova – Pani Quickly, Natalia Rubiś – Alice Ford, Hanna Okońska – Nannetta, Elżbieta Wróblewska –  Meg Page. Kostiumy zostały zaprojektowane w atelier Paprocki Brzozowski.
Fot. Krzysztof Bieliński

 

A teraz o śpiewakach. Widziałam premierę drugiej obsady z Mateuszem Michałowskim w roli tytułowej, Natalią Rubiś w głównej roli kobiecej (Alice Ford) i Elżbietą Wróblewską w roli Meg Page. Michałowskiego zobaczyłam na scenie po raz pierwszy i zrobił na mnie dobre wrażenie! Podoba mi się brzmienie jego głosu. Ciekawostką tej inscenizacji w wypadku postaci Falstaffa jest to, że jego odtwórcy (zmiennikiem Michałowskiego jest włoski baryton Sergio Vitale) nie mają sztucznie powiększonego do monstrualnych rozmiarów brzucha; pokazują publiczności własne sylwetki, czytaj; przystojnych mężczyzn. Natalia Rubiś jest jak zawsze znakomita i wokalnie, i aktorsko. Tak samo niezawodna Elżbieta Wróblewska wykreowała postać, którą się zapamiętuje.
Reszta śpiewaków bez zarzutu. Słowa uznania dla Izabeli Kłosińskiej, dyrektor ds. obsad w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. Skompletowanie obsady, która będzie potrafiła sprostać trudnościom, o których wspomniałam na początku, zapewne nie było łatwe.
Istnieje opinia, że Verdi złośliwie naszpikował Falstaffa trudnościami technicznymi. Jak wiadomo, po premierze Otella ponadsiedemdziesięcioletni kompozytor złamał pióro, ale nagabywany przez kilka następnych lat skomponował jeszcze Falstaffa. Można odnieść wrażenie, że zrobił to na zasadzie; chcieliście to macie i odczepcie się już ode mnie.
O stopniu trudności Falstaffa świadczy to, że ta opera rzadko pojawia się na afiszu.
Dodatkowym walorem obsady warszawskiej jest entuzjazm młodości, sprzyjający dobremu odbiorowi. (Nieczęsto się też zdarza tak młoda obsada Falstaffa). Jako że należę do tych, dla których o jakości spektaklu operowego decydują śpiewacy, reasumując, polecam Falstaffa w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej.

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl