Wolfgang Amadeusz Mozart Don Giovanni, libretto – Lorenzo da Ponte
Wykonanie koncertowe w Filharmonii Narodowej w ramach 35. Festiwalu Mozartowskiego Warszawskiej Opery Kameralnej, 18 maja 2026
Obsada: Don Giovanni – Andrzej Filończyk, Leporello – Krzysztof Bończyk, Donna Anna – Joanna Moskowicz, Donna Elwira – Alexandra Nowakowski, Zerlina – Katarzyna Drelich, Don Ottavio – Adrian Domarecki, Masetto – Adam Kutny, Commendatore – Adam Palka i Zespół Wokalny Warszawskiej Opery Kameralnej przygotowany przez Krzysztofa Kusiela-Moroza
Grała Orkiestra Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV), pianoforte – Dorota Stawarska
Dyrygent – Alessandro De Marchi
Ależ to była uczta muzyczna! Zwłaszcza dla miłośników niskich, męskich głosów, do których należę. Obsada składająca się ze światowej czołówki solistów operowych gwarantowała wykonanie na najwyższym poziomie. A była ona owocem niespodziewanych wydarzeń z końca ubiegłego roku.
W skrócie, przebiegały one tak: rano, w dniu spektaklu Cyrulika sewilskiego w Warszawskiej Operze Kameralnej, do dyrekcji zadzwonił mający śpiewać tego dnia tytułową rolę Łukasz Klimczak z hiobową wieścią, że z powodu ciężkiej infekcji gardła nie zdoła wieczorem wystąpić. Szczęśliwym trafem dla dyrekcji WOK, a także dla widzów, którzy kupili bilety na ten dzień – był w Warszawie przejazdem Andrzej Filończyk, który z marszu zgodził się zaśpiewać Figara. Notabene Figaro w Cyruliku sewilskim – to jego popisowa rola. Opowiedziała o tym na konferencji prasowej zapowiadającej 35. Festiwal Mozartowski Alicja Węgorzewska-Whiskerd, dyrektor WOK i Festiwalu Mozartowskiego.
Dyrygent Adam Banaszak zapytany na tej samej konferencji; jak wyglądała i ile trwała próba do tego nagłego zastępstwa, odparł: „Pół minuty. Powiedziałem; ty to bardzo dobrze umiesz, ja to bardzo dobrze umiem – powinno się udać”.

Adama Palki nie było na estradzie przez większość czasu. Dołączał do reszty obsady tylko na czas scen z udziałem Commendatore’a. Na początku sekwencji z drugiego aktu śpiewał z balkonu. W jego głębokim, nośnym basie było słychać wszystkie emocje, jakimi obdarzyli tę postać Mozart i da Ponte.
W kończącym się sezonie Palka zadebiutował w Met partią Commendatore’a. Uprzednio wykonywał ją już na innych prestiżowych scenach operowych. Wspominam o tym nie po to, żeby poświadczyć, że doskonale zaśpiewał w Warszawie, ale żeby podkreślić, że wystąpił w Met dlatego, że jest znakomitym śpiewakiem.
Adam Kutny był w tej obsadzie niskich, męskich głosów jedynym śpiewakiem, którego nigdy wcześniej nie słyszałam. Jego mocny baryton zachwycił mnie od pierwszego usłyszenia, czyli od duetu z Zerliną Giovinette che fate all’amore. Jak sądzę, jest on nie tylko dla mnie probierzem jakiej to Zerliny i jakiego Masseta będziemy dalej słuchać. Katarzyna Drelich jako Zerlina bardzo mi się podobała. Ona i Kutny w duetach również dodawali, i to idealnie wyważoną do wykonania koncertowego, grę aktorską.
Moje wrażenia są z perspektywy szóstego rzędu na parterze, vis-à-vis Filończyka, Bączyka, Kutnego i Drelich. Także z tej strony kulis wychodził na estradę Adam Palka. Wyraźnie widziałam ich twarze, spojrzenia i mimikę, które miały znaczenie w tej interpretacji. Słuchacze zajmujący dalsze miejsca na widowni byli pozbawieni przyjemności, którą ja miałam, a jeżeli siedzieli po drugiej stronie sali, zapewne lepiej zachowali w pamięci kreacje Joanny Moskowicz, Alexandry Nowakowski i Adriana Domareckiego.

Widownia Filharmonii Narodowej była wypełniona do ostatniego miejsca. Wśród publiczności zasiadali przedstawiciele korpusów dyplomatycznych wielu ambasad, w tym ambasady Austrii, która objęła honorowy patronat nad 35. Festiwalem Mozartowskim w Warszawie. Przed rozpoczęciem koncertu Alicja Węgorzewska-Whiskerd powitała publiczność najpierw w języku polskim, a potem to samo niekrótkie wystąpienie wygłosiła płynną angielszczyzną.
To świetnie wykonanie Don Giovanniego zbiegło się z przypadającymi w tym roku jubileuszami 65-lecia istnienia Warszawskiej Opery Kameralnej i 35-lecia Festiwalu Mozartowskiego.
Kto go nie usłyszał – ma czego żałować.