Fidelio w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej jest koprodukcją Teatru Wielkiego w Warszawie, The Royal Danish Theatre w Kopenhadze i Nederlandse Reisopera w Enschede. Jak łatwo się domyśleć, to pokłosie minionego roku Beethovena. Reżyser tego przedstawienia, Anglik John Fulljames, zrealizował je w 2020 r. w Duńskim Teatrze Królewskim, gdzie jest dyrektorem ds. opery. Warszawska premiera odbyła się 24 października 2021.
Fidelio – jedyna opera Beethovena – należy do gatunku grozy i niespodziewanego ocalenia zwanego z niemiecka Schrecken und Rettungsoper, a z francuska pièce à sauvetage. Treścią libretta, na podstawie dramatu Jean-Nicolasa Bouilly’ego zatytułowanego Leonora, czyli miłość małżeńska, jest prawdziwe wydarzenie z czasu rewolucji francuskiej. Kobieta za pomocą fortelu, w męskim przebraniu przekrada się do lochu, w którym więziony jest jej mąż. Gdy wypadki przyjmują taki obrót, że wydaje się iż dla obojga wybiła ostatnia godzina, przychodzi niespodzianie wybawienie.
Fidelio rodziło się długo i w bólach. Beethoven, jak to miał w zwyczaju, wielokrotnie poprawiał to, co pisał. W trakcie przeróbek skomponował aż cztery uwertury znane jako Leonora I i Leonora II (1805), Leonora III (1806) i Fidelio (1814). Uwertury o wiele częściej pojawiają się na afiszu niż cała opera.
W inscenizacji Fidelia Johna Fulljamesa jest wiele projekcji wideo, które przejmują rolę scenografii. Jedna z pierwszych pokazuje kobietę, która stopniowo skraca swoje długie włosy aż do uformowania męskiej fryzury. Scena znana z kina, może się podobać lub nie, ale nawiązuje do fabuły opery. Są też sceny odnoszące się do współczesności, w których rekwizytami są smartfony. Akcja niemal w całości rozgrywa się w pustym pudełku sceny, które zmienia wielokrotnie rozmiar. Scenerię, kostiumy i projekcje stworzył Steffen Aarfing, specjalizujący się w ruchomych, trójwymiarowych scenografiach. Reżyseria świateł jest dziełem Brytyjczyka Lee Currana. Strona wizualna generalnie podobała mi się. Dobrze współgra z muzyką.
W Warszawie dyrygował Lothar Koenigs – uznany niemiecki dyrygent operowy i symfoniczny. Stawał za pulpitem w Wiener Staatsoper, w La Scali, w Metropolitan Opera i naturalnie w czołowych teatrach operowych Niemiec: w Monachium, Dreźnie i Hamburgu. Dla mnie to walor, gdy dziełem dyryguje rodak kompozytora. (W Kopenhadze dyrygował Gregor Bühl, także Niemiec).
Obsada jest międzynarodowa. W Leonorę vel Fidelio wciela się Dunka Ann Petersen, sopranistka znana z ról wagnerowskich. Partię jej męża Florestana wykonuje pochodzący z Niemiec Torsten Kerl należący do światowej czołówki tenorów bohaterskich. Partię dyrektora więzienia (czarnego charakteru) śpiewa baryton Krzysztof Szumański, a dozorcy więziennego – bas Krzysztof Borysiewicz mieszkający na stałe w Salzburgu. Niedużą partię śpiewa amerykański baryton Daniel Sutin – cover tytułowej postaci w Wozzecku Albana Berga w Metropolitan Opera w sezonie 2019/2020. Nie ruszając się z Warszawy można było usłyszeć śpiewaków występujących w Met i na głównych scenach operowych Europy. To plus warszawskiego przedstawienia. W kopenhaskim Fideliu z tego grona śpiewała tylko Ann Petersen, której partnerowali w większości duńscy śpiewacy.
Obsadę w Warszawie dopełniają Emil Ławecki (adept Akademii Operowej Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w 2014 r.) i Maria Stasiak (absolwentka warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina Royal College of Music w Londynie). W epizodach występują Lidia Kiltlińska i Mirosław Gotfryd.
To interesujące, na wysokim poziomie przedstawienie. Warto je zobaczyć, gdy powróci do repertuaru Teatru Wielkiego, także dlatego, że Fidelio jest rzadko w Polsce wystawiane.