F…ing Bornholm – recenzja. Reżyseria i współautorstwo scenariusza Anna Kazejak. Drugim współscenarzystą jest Filip Kasperaszek. Obsada: Agnieszka Grochowska, Maciej Stuhr, Grzegorz Damięcki, Jaśmina Polak, Magnus Krepper. W kinach od 6 maja 2022 r.
Dwie zaprzyjaźnione pary z małymi dziećmi spędzają długi majowy weekend na kempingu nad Bałtykiem. Jedna rodzina to małżeństwo z dwoma synami. Druga – to ojciec z synem (z jego matką się rozwiódł) i ze swoją nową, sporo młodszą partnerką. Syna zabrał na weekend w ramach przyznanego mu przez sąd widywania się z chłopcem. Rozwodnik i żona z tego drugiego związku byli na studiach parą, co ma pewne znacznie dla dramaturgii, ale bynajmniej, nie zasadnicze.
Intryga rozpoczyna się od niecodziennego, niepokojącego – w odbiorze niektórych może nawet szokującego – zajścia między dziećmi. Trudno znaleźć odpowiednie słowo, dla tego co zaszło. W konsekwencji tego incydentu nastrój beztroskiego odpoczynku, na który nastawili się dorośli, pryska jak mydlana bańka. Nagle okazuje się, że ludzie, którym wydawało się, że są sobie bliscy, nie mogą się porozumieć, wręcz nie potrafią ze sobą rozmawiać. W dodatku wychodzą na jaw skrywane, wzajemne pretensje i frustracje.
Na pierwszy plan wysuwa się, doskonale zagrana przez Agnieszkę Grochowską, żona i matka dwóch chłopców. Dzięki tej nieudanej majówce, zdaje sobie sprawę, że nie chce dalej żyć w marazmie i oszukiwać się, że ma udaną rodzinę, a z mężem dobrze się jej układa. Grochowska stworzyła wyrazistą postać, której się wierzy i stoi po jej stronie. Wszystkie postacie w tym filmie są z krwi i kości. Do jednych czuje się sympatię, innym się współczuje, a z niektórymi w ogóle nie chciałoby się obcować. Gra aktorska jest mocną stroną F…ing Bornholm. Szwedzki aktor Magnus Krepper, który zagrał postać drugoplanową, potrzebną w gruncie rzeczy do pokazania wyzwolenia się głównej bohaterki, też zapada w pamięć jako interesujący mężczyzna.
Mimo poważnego tematu, film nie jest pozbawiony humoru sytuacyjnego. Twórcy zdecydowali się na komediodramat, wychodząc z założenia, że za pomocą tego gatunku łatwiej dotrzeć do widza z trudnymi sprawami. Summa summarum, za bardzo śmiać się nie ma z czego. Wahadło odchyla się zdecydowanie w stronę dramatu. A problem i tak dociera dzięki bardzo dobrym, naturalnie brzmiącym dialogom. Jest to język inteligencji. W pewnym momencie komuś wyrywa się i przekleństwo, ale jest ono jak najbardziej uzasadnione sytuacją i emocjami. Czy w tytule filmu też jest ono potrzebne? Jakkolwiek by na to nie patrzeć – ten tytuł zapada w pamięć, a to ma swoją wagę.
Reżyserka nie ukrywa, że pomysł F…ing Bornholm zrodził się z życia. Wielokrotnie jeździła na wakacje kamperami razem ze znajomymi. W pewnym momencie, jak się wyraziła, ich związki zaczęły drżeć w posadach. Niektóre sytuacje, które są pokazane w filmie, zdarzyły się naprawdę.
F…ing Bornholm – to bardzo dobry film!