Gala Mozart Night, wieńcząca 35. Festiwal Mozartowski Warszawskiej Opery Kameralnej
Gwiazda wieczoru – Joyce DiDonato. Z gościnnym udziałem: Tomasza Rittera, Lautaro Greco i Huberta Zapióra.
Solistom towarzyszyła Orkiestra Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV) i Zespół Wokalny Warszawskiej Opery Kameralnej. Dyrygował Benjamin Bayl.
Festiwal Centralny Plac Muzyki, 5 lipca 2026
Formuła nowego, warszawskiego festiwalu – pierwszego Centralnego Placu Muzyki (19 czerwca – 7 lipca 2026) – polegała na tym, że gospodarzem każdego wieczoru była jedna z czołowych, stołecznych instytucji muzycznych. Każda przygotowała program, którym chciała się pochwalić.

Warszawska Opera Kameralna wypadła wyśmienicie. Coroczną Galę Mozart Night, kończącą każdy Festiwal Mozartowski WOK, w tym roku uświetniła Joyce DiDonato. Znakomita mezzosopranistka, o którą zabiegają wszystkie liczące się teatry operowe na świecie i przeurocza osoba prywatnie.
Mozartowski program pierwszej części wypełniły: uwertury, arie i chóry z oper Łaskawość Tytusa i Wesele Figara oraz finał Symfonii Jowiszowej i aria koncertowa Ch’io mi scordi di te?… Non temer, amato bene/Żebym miał o tobie zapomnieć?… Nie lękaj się, ukochana. W tej ostatniej Joyce DiDonato towarzyszył na pianoforte Tomasz Ritter (przypomnę; zwycięzca pierwszego Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego na Instrumentach Historycznych).

W drugiej części nie było już Mozarta. W zamian Rossini przeplatał się z Piazzollą i ariami z musicali Carouse i My Fair Lady oraz evergreenem z repertuaru Edith Piaf La vie en rose. W utworach Piazzolli i w La vie en rose towarzyszył Joyce, grając na bandoneonie, argentyński bandoneonista, pianista i kompozytor – Lautaro Greco.
Koncert oficjalnie zakończyła aria Przetańczyć całą noc z My Fair Lady, co dla publiczności było niecodziennym doznaniem słuchowym, a dla MACV nie lada wyzwaniem. Aria musicalowa na instrumentach dawnych – to był ewenement!
Miłą niespodzianką był pierwszy bis. Nieoczekiwanie, przy początkowych dźwiękach przeboju przebojów operowych, duetu La ci darem la mano z Don Giovanniego, na scenę wyszedł Hubert Zapiór. Hubert pojawił się tylko po to, żeby zaśpiewać w tym duecie. Dochodziła już wtedy godzina 23.00. Ale któryż młody śpiewak nie chciałby zaśpiewać w duecie z Joyce DiDonato? Było to zjawiskowe wykonanie!
Był i drugi bis. I drugi ewenement – Habanera z Carmen z akompaniamentem instrumentów dawnych.

Uznałam, że trzeba też wspomnieć o pogodzie tego wieczoru w Warszawie. W odróżnieniu od upału w dniu, w którym na Centralnym Placu Muzyki wykonywano Toskę, podczas Gali Mozart Night było, jak na lipiec, przenikliwie chłodno. Publiczność drżała z zimna w żakietach, w marynarkach i swetrach. Co bardziej zapobiegliwi pozakładali kurtki. Podziwiam Joyce DiDonato za dzielność, bowiem wychodziła na scenę w leciutkich sukniach bez rękawów. Dla mnie to był heroizm estradowy.
Koncert Joyce DiDonato był jednocześnie: jednym z akordów pierwszego Festiwalu Centralny Plac Muzyki i niezapomnianym zwieńczeniem jubileuszowego 35. Festiwalu Mozartowskiego Warszawskiej Opery Kameralnej.