Góreccy – rodzinna płyta na 85. rocznicę urodzin Henryka Mikołaja Góreckiego

Góreccy – rodzinna płyta na 85. rocznicę urodzin Henryka Mikołaja Góreckiego

Góreccy – płyta, wydana przez Warner Classics jest zapisem koncertu, który odbył się 16 października 2016 r. w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie w ramach Festiwalu Tansmana. Henryka Mikołaja Góreckiego już od 6 lat nie było wśród nas (zmarł 12 listopada 2010 r.). Ów październikowy koncert był wieczorem prawykonań. Zabrzmiały dwie kompozycje, których Henryk Mikołaj Górecki nie zdążył przed śmiercią w pełni ukończyć  – Dwa Postludia Tristanowskie i Chorał.

Instrumentację i ostateczny szlif nadał im syn kompozytora Mikołaj Górecki. Premierę miał również utwór Góreckiego juniora Orfeusz i Eurydyka. Program dopełniło jedno z najczęściej wykonywanych dzieł  Henryka Mikołaja – Małe requiem dla pewnej polki. Partię fortepianu wykonała córka kompozytora Anna Górecka. Grała Sinfonia Varsovia pod dyrekcją Jerzego Maksymiuka.
Mnie ten koncert umknął. Przypuszczam, że jest więcej melomanów, którzy nie zdołali wówczas dotrzeć do Studia Koncertowego PR. Dobrze, że takie wyjątkowe koncerty są nagrywane.  I że po te nagrania sięgają prestiżowe wytwórnie płytowe.

Fragment wywiadu, który z Mikołajem Góreckim przeprowadziła Wioleta Żochowska – materiał prasowy Orkiestry Sinfonia Varsovia.

Wioleta Żochowska: W jakim stanie pana ojciec pozostawił «Dwa Postludia Tristanowskie»  i «Chorał»?

Mikołaj Górecki: Utwór był skończony, ale nie zinstrumentowany. Kiedy odwiedziłem ojca w 2006 roku zagrał mi całość na fortepianie. Jednak nie była to forma nadająca się do wykonania. Podobnie jak kilka innych utworów, które po sobie pozostawił. Były to albo rozszerzone wyciągi fortepianowe, albo skrócone partytury, jak np. w przypadku oratorium Sanctus Adalbertus. Przed śmiercią, gdy już wiedział, że nie wszystko sam skończy, wielokrotnie powtarzał, że prawdopodobnie ja będę kończył jego utwory.

Myśli pan, że pana ojciec zinstrumentowałby je tak samo?

Mam nadzieję. Instrumentacja «Postludiów» była dla mnie dość jednoznaczna. Znając muzykę ojca, łatwo domyślić się, jak on by to zrobił. Na pewno są jakieś szczegóły, które zrobiłby inaczej, ale ogólnie wydaje mi się, że uchwyciłem to, co było w jego muzyce najważniejsze.

Oczywiście, gdyby to był utwór innego kompozytora, instrumentacja byłaby inna. Ale mówimy o moim ojcu, który miał specyficzne upodobania.

Nie dodał pan nic od siebie?

Unikałem swojego wkładu […]. Zależało mi, aby zminimalizować swój udział. Nie robiłem przecież tego jako niezależny kompozytor, tylko jego syn. Znałem go tak dobrze  –  z każdej muzycznej strony. Spędziliśmy razem ogromną ilość czasu. Gdyby to był utwór innego kompozytora, całą orkiestrację zrobiłbym zupełnie inaczej. Tu jednak wcielałem się w niego, próbowałem naśladować jego myślenie.

Fot. Serwis OSV

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl