Gorzkie święta, scenariusz i reżyseria Pedro Almodóvar
Obsada: Bárbara Lennie, Aitana Sánchez-Gijón, Milena Smit, Victoria (Vicky) Luengo, Leonardo Sbaraglia, Patrick Criado, Quim Gutiérrez, Carmen Machi, Rossy de Palma.
Gorzkie święta mają strukturę szkatułkową. Bohaterami ramowej historii są: reżyser, który sam pisze dla siebie scenariusze (to oczywiście, alter ego Pedra Almodóvara) i jego znająca go na wylot asystentka, która po 20 latach współpracy z nim odchodzi. Była dla niego kimś więcej niż menedżerką; była także przyjaciółką, ale bynajmniej nie w znaczeniu seksualnym. Jak się później okaże, oboje mają homoerotyczne upodobania, ale to akurat jest najmniej ważne w tej historii.
Film zaczyna się od treści scenariusza, który właśnie pisze Reżyser. Na ekranie oglądamy sekwencje, które dopiero rodzą się w jego głowie. I tu też mamy do czynienia z „otwieraniem pudełka w pudełku”.
Pierwsza scena z Reżyserem i jego Asystentką pojawia się dopiero po pewnym czasie od rozpoczęcia projekcji. Świadomie spoileruję, bo do tego też chcę się odnieść w mojej ocenie. Niemal wszystko, co do tej pory widz ogląda, ma niewiele wspólnego ze scenariuszem, który pisze bohater Gorzkich świąt. Wątki tego pisanego w filmie scenariusza, które dalej wysuwają się na pierwszy plan, są już z zupełnie innej bajki.

Tematem Gorzkich świąt są po pierwsze, słodkie męki twórcze. Słodkie, bo pisanie scenariusza sprawia bohaterowi filmu przyjemność; lubi poprawiać, szlifować dialogi, cieszy go świadomość, że tekst staje się coraz lepszy. Po drugie, odczucia zaawansowanego wiekiem twórcy, który wiele osiągnął i nie chce odcinać kuponów od dotychczasowego dorobku; pragnie ponownie olśnić swoich wielbicieli. Po trzecie, najważniejsze, relacje między rzeczywistością a fikcją literacką, a w tym wypadku ekranową. Na ile wolno scenarzyście posiłkować się prawdziwymi życiorysami i wydarzeniami? Czy ma on obowiązek proszenia o zgodę ludzi, którzy stali się pierwowzorami jego bohaterów, jeżeli twórczo przetwarza okoliczności? Czy musi na ich kategoryczne żądania wyrzucać fragmenty, które dla niego są kluczowe? Przecież czerpie jedynie emocje, które w sytuacjach analogicznie podobnych są takie same.
Gorzkie święta miały premierę na ostatnim festiwalu w Cannes. Były w konkursie głównym, ale jak wiemy, przegrały rywalizację o Złotą Palmę z Fjordem w reżyserii Cristiana Mungiu. Zdania recenzentów bezpośrednio po canneńskiej premierze były podzielone. Od niedosytu, że to już nie jest dawny Almodóvar, po szczery zachwyt.
W mojej ocenie, wielbiciele Almodóvara znajdą w Gorzkich świętach, bodaj wszystko, co można określić mianem «almodovarowskości». I to już jest wystarczający powód, żeby ten film obejrzeć.
Ponadto zapewniam tych, dla których ma to znaczenie, że będą cieszyć wzrok wysmakowaną estetyką Almodóvara, wyrażająca się również w kształtach i kolorach bibelotów, które ten reżyser przynosi na plan m.in. z własnego mieszkania.