Gioachino Rossini Il signor Bruschino albo Syn z przypadku
Reżyseria – Jitka Stokalska
Kierownictwo muzyczne, dyrygent – Karol Szwech
Wykonawcy: Robert Gierlach/Paweł Michalczuk – Gaudenzio, Aleksandra Kubas-Kruk/Maria Olender – Sofia, Kamil Zdebel/Witold Żołądkiewicz – Bruschino ojciec, Ernest Tymczyszyn – Bruschino syn, Sylwester Smulczyński/Jacek Szponarski – Florville, Piotr Kędziora – Komisarz policji, Robert Szpręgiel/Grzegorz Żołyniak – Filiberto, Dorota Lachowicz/Monika Ledzion – Marianna, Bartosz Dopytalski, Jerzy Klonowski, Maciej Jan Kraśniewski – służący, Orkiestra Polskiej Opery Królewskiej, Pianoforte – Dagmara Dudzińska/Natalia Pawlaszek
Premiera w Polskiej Operze Królewskiej 20 lutego 2026
Jitka Stokalska do farsy Il Signor Bruschino wraca po latach z kapitalnym skutkiem, czego się zresztą z góry można było spodziewać. Jitka Stokalska wie o komediowych operach Rossiniego bodaj wszystko. Każdą, którą wzięła na warsztat, reżyserowała potem jeszcze po parę razy. Za każdym razem miała inny pomysł i zawsze było to bardzo dobre przedstawienie. To oczywiste, że dyrekcja Polskiej Opery Królewskiej, chcąc zwiększyć liczbę oper Rossiniego, które ma już w repertuarze (Cyrulik sewilski, Kopciuszek, Włoszka w Algierze, wszystkie w reżyserii Stokalskiej) o reżyserię ponownie zwróciła się do niej.

Il Signor Bruschino wyszedł spod pióra dwudziestojednoletniego Rossiniego, przed jego operami, które dziś należą do żelaznego repertuaru. Choć z rzadka pojawia się na afiszu, wydaje się operą znaną. Libretto zawiera bowiem typowe motywy dla komediowych oper w czasach Rossiniego: kochająca się para młodych, przeszkoda stojąca na drodze do ich szczęścia, przebieranki, qui pro quo, etc., etc., wreszcie szczęśliwe zakończenie.
Muzyka też brzmi znajomo. Jak wiadomo, Rossini chętnie cytował sam siebie. W Il Signor Bruschino powtórzył również strukturę, która sprawdziła mu się w poprzednich farsach. Błyskotliwe sceny zbiorowe, poprzedzielał duetami i ariami buffo. Pole do popisu wokalnego dał w środku opery tercetowi basa, barytona i tenora oraz sopranowi w końcowej arii, któremu towarzyszy rozbudowana partia rożka angielskiego. Sopranistka nie dość, że musi sprostać piętrzącym się trudnościom technicznym, to jeszcze w zawrotnym tempie. W premierze, którą widziałam, śpiewała tę arię Aleksandra Kubas-Kruk, olśniewając swoim kunsztem wokalnym.

Pomysłową i żartobliwą choreografię ułożyła niezawodna Anna Hop.
Ciekawostką w uwerturze jest stukanie smyczkami w pulpity. Notabene, uwertura do Il Signor Bruschino stała się bardziej znana niż sama opera, bo polubili ją dyrygenci i chętnie włączają do programów składankowych.
Z inicjatywy Jitki Stokalskiej, która potrzebowała zagęszczenia akcji, dyrygent Karol Szwech opracował na motywach tej uwertury fragment, który posłużył za tło do zabawnej sceny poszukiwania Bruschino juniora.
Podsumowując, Il Signor Bruschino w Polskiej Operze Królewskiej to półtoragodzinny seans muzyczno-teatralny zwiększający poziom endorfin.