Il trovatore Oper Leipzig – recenzja

Il trovatore Oper Leipzig – recenzja

Il trovatore w Oper Leipzig był zaplanowany przed drugą falą CoViD-u. Zgodnie z planem, Verdiowski Trubadur powinien być na afiszu w Lipsku od grudnia 2020 do maja 2021 r. Pomimo wiszącego w powietrzu lockdownu reżyser Jakob Peters-Messer, maestro Antonino Fogliani, międzynarodowi śpiewacy, orkiestra lipskiego Gewandhausuchór opery lipskiej nie przerywali prób do grudniowej premiery. Wobec zamknięcia teatrów w Niemczech, podjęto decyzję o transmisji premiery online w jakości HD. Odbyła się ona 6 grudnia 2020 r.

Enrico Caruso, niezrównany odtwórca Manrico w Il trovatore, powiedział kiedyś, że wystarczy zaangażować czworo najlepszych śpiewaków na świecie, a sukces tej opery będzie murowany. Trafna obsada jest gwarancją powodzenia każdej inscenizacji, ale w wypadku Trubadura, rzeczywiście, jest najważniejsza. Libretto, jak w żadnej innej operze, jest nagromadzeniem niedorzeczności. Kiedy Sam Wood kręcił komedię Noc w operze z udziałem braci Marx, sięgnął po Trubadura. Śledzenie akcji wymaga dobrej pamięci. Główną przeszkodą w połapaniu się, o co chodzi, jest to, że kluczowych dla dramaturgii wydarzeń nie widać na scenie, a są tylko opowiadane w ariach. Bohaterowie Il trovatore to przede wszystkim głosy, a dopiero w dalszej kolejności postacie.
Il trovatore Oper Leipzig. Gaston Rivero – Manrico. Fot. © Kirsten Nijhof

Gaston Rivero – Manrico. Fot. © Kirsten Nijhof

W międzynarodowej obsadzie lipskiego Il trovatore śpiewacy nie zawodzą. Partię Manrico śpiewa Gaston Rivero – urugwajsko-amerykański tenor. Warszawscy operomani pamiętają go z Don Carlosa Verdiego, wystawionego w Teatrze Wielkim, gdzie kreował partię tytułową oraz z koncertowego wykonania Carmen Bizeta w Filharmonii Narodowej, w którym śpiewał Don José. Oprócz barwy jego głosu, podoba mi się także aura, którą roztacza na scenie. To śpiewak, który skupia na sobie uwagę.

Il trovatore Oper Leipzig. Roberta Mantegna – Leonora. Fot. © Kirsten Nijhof

Leonora – Roberta Mantegna. Fot. © Kirsten Nijhof
W Leonorę wcieliła się Roberta Mantegna – sopran rodem z Sycylii. Zadziwiła mnie, w pozytywnym sensie, jej zdolność do metamorfozy. Aż trudno uwierzyć, że Leonora w interpretacji Mantegni, to ta sama pogodna dziewczyna, która uśmiecha się ze zdjęć na swojej stronie internetowej. Ta śpiewaczka ma talent aktorski.
W Hrabiego Lunę wcielił się z powodzeniem urugwajski baryton Dario Solari, a w Azucenę – rosyjska mezzosopranistka Marina Prudenskaya, znana i ceniona w Niemczech, występująca na wielu niemieckich scenach z Festiwalem w Bayreuth włącznie. Azucena, sugestywnie przez nią zaśpiewana i zagrana, jest jej debiutem w Oper Leipzig. Reasumując, cały kwartet solistów zapada w pamięć.

Reżyser Jakob Peters-Messer, scenograf Markus Meyer i kostiumolog Sven Bindseil wykreowali przestrzeń z nieokreślonej epoki. Suknia Eleonory i ubranie Manrico wyglądają na takie, które mogłyby wyjść spod ręki współczesnych kreatorów mody.

Garderoba Azuceny nawiązuje do ubioru cygańskiego, a Hrabia Luna chodzi w mundurze. Na rękach ma zawsze czarne, skórzane rękawiczki. Inne w kroju nosi również Manrico. Obaj wkładają też na siebie długie, czarne, skórzane płaszcze. Ta stylizacja jednoznacznie zapowiada mającą nastąpić w finale tragedię. Dla mnie, dodanie przez reżysera niemych postaci, ucharakteryzowanych na terrorystów snajperów jest już zbyteczne.
Rekwizyty służą uczytelnieniu zagmatwanej treści libretta i odwołują się do skojarzeń widza. Z wyjątkiem rekwizytu towarzyszącego ariom, z których dowiadujemy się, co się wydarzyło przed rozpoczęciem akcji opery. Ten jest dosłowny aż do bólu. Caruso miał rację, dając do zrozumienia, że nie inscenizacja, a klasa śpiewaków decyduje o sukcesie Trubadura. I ostatnia premiera Il trovatore w Oper Leipzig to potwierdza.

Il trovatore Oper Leipzig. Premiera online 6.12.2020 r. Fot. © Kirsten Nijhof

Il trovatore, Oper Leipzig. Premiera online 6 grudnia 2020 r. Fot. © Kirsten Nijhof

Spektakl przygotowany do transmisji został skrócony do półtorej godziny bez przerwy. Wykreślono m.in. partie chóru, w tym powszechnie znaną i wyczekiwaną przez publiczność pieśń Vedi, le fosche notturne spoglie z II aktu.
Jeśli chodzi o mnie, niedosyt odczuwam z zupełnie innego powodu. Otóż, po wybrzmieniu ostatniej nuty, śpiewacy, jak to zazwyczaj bywa, szybko opuścili scenę. W tym momencie transmisja została zakończona. Niewiadomą pozostaje dla mnie; czy tak ustalono, czy może wskutek niedomówienia, kamery zostały za wcześnie wyłączone? Miłośnicy pięknych głosów (do których należę) nie mogą się doczekać po udanym przedstawieniu wyjścia solistów na proscenium, żeby im podziękować oklaskami, a także popatrzeć na nich, gdy są sobą. To drugie było możliwe. I mnie takiego zwieńczenia transmisji Il trovatore z Oper Leipzig bardzo brakowało.

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl