Instrukcje. Spektakl dyplomowy studentów IV roku aktorstwa w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, którzy wybrali specjalność aktorstwo i wokalistyka.
Scenariusz, reżyseria, teksty piosenek, scenografia – Konrad Imiela.
W Instrukcjach bierze udział siedmioro dyplomantów: Julia Bielińska, Maja Kowalska, Karolina Klich, Sandra Naum, Kamil Owczarek, Julia Piklikiewicz, Marek Zawadzki. Tylko same dobre rzeczy można powiedzieć o ich umiejętnościach: śpiewają czyściutko, mają nienaganną dykcję i z wdziękiem się poruszają. Z przyjemnością patrzy się na nich nawet wtedy, gdy wykonują wymyślne wygibusy.
Ruch sceniczny, stworzony przez Jacka Gęburę – tancerza i choreografa związanego z wrocławskim Teatrem Muzycznym Capitol, sam w sobie może się podobać (mnie bardzo się podoba), a oglądanie tej choreografii w perfekcyjnym wykonaniu, to duża przyjemność.
Sztuka Konrada Imieli – aktora, kompozytora, autora tekstów piosenek i reżysera w jednej osobie, wieloletniego dyrektora artystycznego Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu – jest satyrą na współczesną obyczajowość; świat smartfonów, mediów społecznościowych, popularnych serwisów internetowych traktowanych jako źródła wszechwiedzy i nieomylności. Bodaj najbardziej wymowną w Instrukcjach jest inwokacja „Świetny i wszechwiedzący Panie You Tubie” (w pierwszym wyrazie nie ma literówki, właśnie «świetny», nie święty).
Przedstawienie rozpoczyna się już w trakcie schodzenia się publiczności na widownię. Jedna z aktorek z nagim biustem (uznanie za odwagę!) oparta o framugę sceny, wypowiada tekst, który koresponduje, jak się na końcu okaże, ze sceną finałową. Ale wątpię w to, by widzowie w trakcie zajmowania miejsc z uwagą go słuchali.

Z góry wiedząc, że przedstawienie składa się ze śpiewanych bądź mówionych instrukcji użycia przeróżnych urządzeń, wskazówek postępowania w rutynowych czynnościach, receptur kulinarnych itp. spodziewałam się czegoś bardziej zabawnego i dynamicznego. Mój zarzut do scenarzysty i reżysera – podkreślam: nie do wykonawców! – to „siadające” tempo. Chwilami przedstawienie, w moim odbiorze, stawało się nużące. Instrukcje trwają bez mała dwie godziny i są grane bez przerwy. Myślę, że wystarczyłoby je skrócić, co bez szkody dla wymowy byłoby do zrobienia, bo wiele fraz jest niepotrzebnie powtarzanych. Tym bardziej, że większość tych instrukcji brzmi absurdalnie i widz wyłącza się z ich słuchania już w trakcie pierwszego podawania. Przynajmniej tak było w moim wypadku. Jestem przekonana, że niejeden numer miałby większą siłę oddziaływania, gdyby był krótszy.