Witold Gombrowicz Iwona księżniczka Burgunda
Premiera w Teatrze Ateneum w Warszawie 16 maja 2026
Reżyseria – Anna Augustynowicz
Obsada: Karolina Charkiewicz – Iwona, Przemysław Bluszcz – Król Ignacy, Maria Ciunelis – Królowa Małgorzata, Maciej Musiałowski – Książę Filip, Adam Cywka – Szambelan, Paweł Gasztold-Wierzbicki – Cyprian, Krystian Pesta – Cyryl.
W pozostałych rolach: Bartłomiej Nowosielski, Maria Witkowska, Sylwia Zmitrowicz, Katarzyna Łubik (gościnnie), Małgorzata Nowińska (gościnnie).

Od polskiej, a zarazem światowej prapremiery Iwony księżniczki Burgunda, która odbyła się jeszcze za życia Gombrowicza, minie w listopadzie 69 lat. „Iwona” nieustająco powraca na afisz po całkiem niedługich interwałach. Można powiedzieć, że prawie każde pokolenie ma swoją Iwonę.
Trzynaście inscenizacji, będących tylko wyborem, a nie listą wszystkich, przypomina Teatr Ateneum w książeczce programowej do obecnej premiery. Każdemu wystawieniu towarzyszy po cytacie z ówczesnej recenzji.
Ta bodaj najbardziej znana Gombrowiczowska postać, i sama sztuka doczekały się poważnych analiz dramaturgicznych, odkrywających coraz to inne pokłady znaczeń. Dość powiedzieć, że obecna inscenizacja Iwony księżniczki Burgunda w Teatrze Ateneum jest już trzecim podejściem Anny Augustynowicz do tej sztuki. Uprzednio wyreżyserowała ją w teatrach: im. Bogusławskiego w Kaliszu (1991) i Współczesnego w Szczecinie (1999).
Teatr Anny Augustynowicz jest teatrem formy. Iwona w omawianym przedstawieniu nosi okulary z czarnymi szkłami. Od pewnego momentu zaczyna pojawiać się w uprzęży, na której wodzi ją jak zwierzę książę Filip. Symbol goni tutaj symbol. W innej scenie Iwona wpycha sobie do ust włókno z rozwijającego się kłębka czerwonej wełny, trzymanej przez Króla. W kolejnej – ma na twarzy maskę przypominającą przeciwgazową.
Para królewska grana przez Marię Ciunelis i Przemysława Bluszcza oraz Szambelan grany przez Adama Cywkę mają twarze pomalowane na biało i makijaże à la clown. Bartłomiej Nowosielski w jednym ze swoich siedmiu wcieleń w tej inscenizacji jest w kominiarce.
Nie będę ukrywać, że Iwona księżniczka Burgunda nie należy do moich ulubionych sztuk. Uznałam, że powinnam się do tego przyznać, bo to przesądza o moim wrażeniu po obejrzeniu tej inscenizacji. Wyobraźnia Gombrowicza nie bardzo tutaj do mnie przemawia, a co za tym idzie, pomysły inscenizacyjne Anny Augustynowicz nie są dla mnie jasne. Nie miałam naturalnie nasuwających się skojarzeń. Ale muszę przyznać, że pozostawienie widzowi przestrzeni do własnej interpretacji jest atutem.
Podziwiałam Karolinę Charkiewicz grającą Iwonę. Ta rola jest wyzwaniem dla każdej aktorki, przypomnę, z racji niemal całkowitego milczenia na scenie. Charkiewicz wcieliła się w Iwonę już dziesięć lat temu, w przedstawieniu wyreżyserowanym przez Omara Sangare w warszawskim Teatrze Syrena. Gra bez słów, nie jest więc dla niej pierwszyzną. Ale teraz w Ateneum ubrano ją w dziwaczny kostium i postawiono przed nią osobliwe zadania aktorskie, które dzielnie realizuje.
Nie odradzam bynajmniej obejrzenia tego przedstawienia. Iwona księżniczka Burgunda to klasyka teatru polskiego. Warto ją znać czy odświeżyć w pamięci, jeśli się jej dawno nie oglądało. Ci, którzy widzieli „Iwony” Anny Augustynowicz w Kaliszu i Szczecinie będą mieć okazję do porównań. A zwolenników talentu tej twórczyni teatralnej chyba nie muszę specjalnie zachęcać?
Najbliższe przedstawienia: 11, 12 i 14 czerwca 2026