Kurier Władysława Pasikowskiego nie jest odwzorowaniem zdarzeń. „Jest hołdem oddanym Janowi Nowakowi-Jeziorańskiemu i zachętą do dyskusji, jak mogłyby się potoczyć losy Polski” – powiedział na spotkaniu z dziennikarzami Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego. Muzeum było inspiratorem i jednym z producentów filmu.
To nie Władysław Pasikowski, twórca m.in. Psów, Demonów wojny według Goi, Pokłosia, Jacka Stronga, Pitbulla. Ostatniego psa przyszedł z pomysłem filmu o Nowaku-Jeziorańskim do Muzeum Powstania Warszawskiego, to Muzeum wybrało Pasikowskiego, którego poznało przy realizacji fabularyzowanego dokumentu Powstanie Warszawskie.
Kunszt reżyserski Pasikowskiego przysłużył się filmowi. Opowiadana na ekranie historia wciąga. Duża w tym zasługa aktorów. Jana Nowaka-Jeziorańskiego zagrał Philippe Tłokiński, aktor urodzony i wykształcony we Francji. Dorastał w Szwajcarii; pierwsze kroki w aktorstwie stawiał w teatrach francuskich i szwajcarskich. W Polsce pojawił się w serialu Przepis na życie i w filmie fabularnym Noc Walpurgii. To, że tak wybitną postać zagrał aktor o nieopatrzonej twarzy jest dla mnie walorem. Ktoś inny, znany z różnych wcieleń, mógłby być mało przekonywający jako Nowak-Jeziorański.
Bardzo dobrze wypadły aktorki partnerujące Tłokińskiemu, również szerzej w Polsce nieznane. W fikcyjną femme fatale, kobietę szpiega, wcieliła się pół Niemka, pół Francuska Julie Engelbrecht, a w łączniczkę Marysię (postać wykreowaną z kilku życiorysów) – urodzona w Monachium, wychowana w australijskim Perth, absolwentka łódzkiej Filmówki Patrycja Volny (córka Jacka Kaczmarskiego). Rodzice aktorki pracowali w Radiu Wolna Europa, którego wieloletnim dyrektorem był Jan Nowak-Jeziorański. Patrycja sporo o nim wiedziała z rozmów rodziców.

W drugoplanowych rolach został obsadzony kwiat męskiego aktorstwa polskiego. „Bora” Komorowskiego zagrał Grzegorz Małecki, generała Kazimierza Sosnkowskiego – Jan Frycz, Stanisława Mikołajczyka – Sławomir Orzechowski, generała Tadeusza Pełczyńskiego – Mirosław Baka, generała Okulickiego – Mariusz Bonaszewski, pułkownika Antoniego Chruściela „Montera” – Zbigniew Zamachowski, pułkownika Kazimierza Iranek-Osmeckiego – Adam Woronowicz, generała Stanisława Tatara – Rafał Królikowski.
Mocno zapadł mi w pamięć Tomasz Schuchardt (Kazimierz Wolski). Schuchardt ma w sobie to coś, co przyciąga uwagę widza. Doskonale zagrał swoją fizycznością. Mimo że miał niewiele scen dialogowanych, stworzył bardzo wyrazistą postać. By dopełnić listę tuzów aktorstwa w obsadzie – w jednym z epizodów wystąpił Cezary Pazura.
Realizacja filmu pod egidą Muzeum Powstania Warszawskiego zaowocowała autentyzmem na ekranie. Nie tylko kostiumy, najdrobniejsze elementy scenografii, wręcz detale przywołują epokę. Zadbano o to, żeby nawet szminka do ust miała identyczny kształt, jak w latach 40. ubiegłego wieku. Kilka oryginalnych rekwizytów wypożyczyło Muzeum. A to, co nie jest oryginalne, z pietyzmem odtworzono.
Siedziba gestapo, która znajdowała się przy al. Szucha w Warszawie (dziś siedziba MEN-u) została pokazana w filmie jeden do jednego. Sceny londyńskie kręcono w Warszawie: na ul. Foksal i w Alejach Ujazdowskich w miejscu, które do złudzenia przypomina londyńską dzielnicę Belgravia. Repliki niektórych obiektów zbudowano w skansenie w Radomiu. Lotniska w Anglii, Brindisi i w Tarnowie „zagrało” lotnisko Rudniki pod Częstochową. Sprowadzony z Węgier samolot Dakota został tak pomalowany, żeby wyglądał jak brytyjska Dakota z okresu II wojny światowej, notabene przemalowali ją Anglicy, itd, itd.
Od początku do końca oglądałam ten film z zainteresowaniem i polecam.
Fot. Bartosz Mrozowski
Przeczytaj zapis briefingu z udziałem Philippe’a Tłokińskiego i Jana Ołdakowskiego