La grazia. Scenariusz i reżyseria – Paolo Sorrentino. Pięć nagród na ubiegłorocznym MFF w Wenecji – Biennale Cinema 2025, w tym Puchar Volpiego dla grającego główną rolę Toniego Servillo.

Notabene, to już ósmy wspólny film Sorrentino i Servillo. (Ich Wielkie piękno z 2013 r. otrzymało Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego). W La grazii Toni Servillo gra szanowanego, wręcz uwielbianego prezydenta kraju tuż przed przejściem na emeryturę, który w finale prezydentury musi podjąć decyzje natury moralnej. Ma zdecydować o odrzuceniu albo podpisaniu ustawy o eutanazji oraz ocenić, kto z dwojga skazanych na dożywocie bardziej zasługuje na ułaskawienie. Które morderstwo może być usprawiedliwione: zabójstwo będące odruchem miłosierdzia, czy zabójstwo z miłości? Włoski tytuł filmu La grazia oznacza po polsku łaskę.
Ciekawość rozpalają także wątki poboczne, odnoszące się do prywatnego życia prezydenta: jego obsesyjne zadręczanie się myślą, kto był mężczyzną, z którym zdradziła go nieżyjąca już żona i relacje z córką, pełniącą funkcję jego sekretarki.
Za serce chwytają sekwencje związane z ukochanym koniem prezydenta. Nie mogę napisać więcej, bo musiałabym spoilerować.
Jak się wydaje, Paolo Sorrentino chciał uzmysłowić tym filmem coś nieoczywistego; stanowisko jakie przyjmujemy wobec trudnego problemu może zdziwić nawet nas samych, ale często okazuje się potem, że podjęta decyzja była tą właściwą…
W La grazii parę razy pada pytanie: „Do kogo należą nasze dni?” Stało się ono też mottem, organizowanych przez Gutek Film, Spotkań filozoficznych wokół tego filmu, a konkretnie zagadnienia – cytuję dystrybutora – „jak pod ciężarem odpowiedzialności odnaleźć lekkość i drogę do wewnętrznej harmonii?”
Rzeczywiście, La grazia jest idealnym przyczynkiem do refleksji na ten temat.