Lekcje tolerancji (2023). Scenariusz na podstawie głośnej na Ukrainie sztuki Igora Bilyca Gay Parade.
Reżyseria i współautorstwo scenariusza (z Ludmyłą Tymoszenko) – Arkadij Nepytaliuk.
Obsada: Ołena Uzliuk – Nadia, Oleksandr Jarema – Zenyk, Oleksandr Piskunow – Denys, Karolina Mruha – Diana, Akmal Gurezow – Wasyl
Osnową Lekcji tolerancji jest ewoluująca relacja między tzw. normalną rodziną a aktywistą na rzecz społeczności LGBTQ+. Trzeba przyznać, że to oryginalny pomysł i bardzo dobrze zrealizowany. Nic dziwnego, że ukraińskie Lekcje tolerancji spotykają się z gorącym przyjęciem widzów pod różną szerokością geograficzną. To poza wszystkim świetne kino!
Punktem wyjścia jest perspektywa zarobienia dość dużych pieniędzy przez czteroosobową rodzinę (rodzice i dwoje starszych nastolatków), w której się nie przelewa. To od razu rzuca się w oczy po wyglądzie ich mieszkania, ubraniach itp. Sposób, w jaki te pieniądze będzie można uzyskać nie jest codzienny. Trzeba wziąć udział w rządowym programie, którego celem jest wzbudzenie tolerancji dla osób o innej orientacji seksualnej. Ma to polegać na przyjęciu pod dach na trzy tygodnie aktywisty LGBTQ+ , który poprowadzi dla nich obowiązkowe zajęcia. Cała czwórka nie akceptuje nieheteronormatywności, ale argument ekonomiczny bierze górę.
Film składa się bodaj z dziesięciu sekwencji ukazujących stopniową zmianę nastawienia poszczególnych członków tej rodziny do niecodziennego sublokatora. W punkcie startu są to: homofobia na granicy agresji w przypadku syna, zdecydowana niechęć z domieszką lekceważenia ze strony ojca, wyrachowanie matki, która była prowodyrką wejścia do programu i ciekawość córki.
Tytułowe lekcje czasami przybierają formę zbiorowej psychodramy, kiedy indziej szczerych rozmów w cztery oczy. Większość z tych dziesięciu sekwencji obfituje w prześmieszne sytuacje w sensie humoru sytuacyjnego, ale bynajmniej nie bagatelizuje zagadnienia. To jest właśnie siłą tego filmu. Parafrazując znaną zasadę: uczmy się, bawiąc się i bawmy ucząc, reżyser Arkadij Nepytaliuk rozśmiesza edukując i edukuje rozśmieszając widza.
Jest też w tym filmie wiele scen wzruszających. Codzienne rozmowy w gronie całej rodziny sprawiają, że jej członkowie zbliżają się do siebie. Dotąd każdy żył w swoim świecie. W gruncie rzeczy prawie nic o sobie wiedzieli. Dopiero teraz zaczynają rozumieć swoje uczucia i potrzeby. A sublokatora zaczynają postrzegać przez pryzmat jego cech charakteru, a nie homoseksualności.
Kiedy wydaje się, że ta historia zmierza do jasno rysującego się zakończenia, w ostatniej minucie filmy dowiadujemy się, że stało się coś, co może mieć różne dalsze ciągi.
To otwarte zakończenie – jeśli chodzi o siłę oddziaływania tego filmu – jest też na plus.