Maestro – recenzja

Maestro – recenzja

Maestro Reżyseria, współautorstwo scenariusza i rola tytułowa – Bradley Cooper. W pozostałych rolach: Carey Mulligan – Felicia Montealegre (żona Leonarda Bernsteina), Maya Hawke – Jamie Bernstein (starsza córka Maestra), Michael Urie – Jerome Robbins i inni.

Należę do tych, którzy zostali zauroczeni prowadzonymi przez Leonarda Bernsteina koncertami edukacyjnymi dla młodzieży w amerykańskiej telewizji CBS (retransmitowanymi przez TVP). Bernstein wcześniej objawił się jako fenomenalny showman w serii widowisk muzycznych „Omnibus” w tej samej stacji.  Zresztą te programy realizowane w latach 50. i 60. XX wieku przyniosły mu sławę. Wszystkie piosenki z musicalu West Side Story, do którego skomponował muzykę, stały się evergreenami. Mam też w pamięci koncert, którym dyrygował w Warszawie 1 września 1989 roku
w 50. rocznicę wybuchu II wojny światowej, nb. na rok przed swoją śmiercią. Zapamiętałam go z tego koncertu, a przede wszystkim z wywiadów, których wtedy udzielał, jako bardzo ciepłego, uroczego człowieka. Zniewalającego z równą siłą, jak w młodości w programach telewizji CBS.

Maestro – recenzja. Film o Leonardzie Bernsteinie

Ci, którzy chcieliby dowiedzieć się z tego filmu więcej o sztuce dyrygenckiej Leonarda Bernsteina, jego twórczości kompozytorskiej czy filozofii artystycznej, mogą poczuć się zawiedzeni.
Maestro
to film o życiu osobistym tego wybitnego dyrygenta, kompozytora i pianisty.
Z filmu Maestro, który otrzymał aż 45 nominacji (!) chciałam się dowiedzieć czegoś o prywatności Leonarda Bernsteina. I dowiedziałam się, m.in. o jego orientacji seksualnej, o której nie wiedziałam. Już na początku filmu, w kapitalnie zrealizowanej scenie, w której Bernstein zostaje telefonicznie poproszony o nagłe zastępstwo na podium dyrygenckim za chorego Brunona Waltera w nowojorskiej Carnegie Hall, co zapoczątkowało jego błyskotliwą karierę – wiemy kto zacz. Sam Bernstein mówił o sobie, że jest „pół mężczyzną, pół kobietą”.

Osią narracyjną Maestra jest małżeństwo Bernsteina z pochodzącą z Kostaryki aktorką broadwayowską Felicią Montealegre, z którą miał troje dzieci. Ujmująco zostały pokazane sceny początku ich znajomości, pierwsze lata małżeństwa, szczęśliwe życie rodzinne. A potem oglądamy coraz bardziej pogłębiający się kryzys, gdy w Leonardzie brał górę pociąg do mężczyzn. A było ich w jego życiu intymnym kilku. Za to postawa Bernsteina, gdy Felicia nieuleczalnie zachorowała pokazuje jego człowieczeństwo, które mocno porusza. Myślę, że towarzyszenie żonie w postępującej chorobie zostało wiernie oddane w tym filmie. Jego klamrą jest wywiad, w którym Bernstein u schyłku swego życia bardzo pięknie mówi o żonie.
Carey Mulligan jest znakomita w roli Felicii Montealegre, ale nie dyskredytowałabym, co niektórzy czynią, Bradleya Coopera grającego Leonarda Bernsteina. Niedorzeczny wydaje mi się uszczypliwy komentarz do przyprawionego aktorowi sztucznego nosa, czym Cooper w opinii pewnego krytyka chciał nadać swojej twarzy semickie rysy. (Leonard Bernstein był synem żydowskich emigrantów z Rosji).

Czegokolwiek by o tym nie myśleć, dzięki temu przyprawionemu nosowi, Cooper stał się bardzo podobny do Oryginału, co w moim odbiorze jest zaletą. Tak samo, jak ubrania, w których aktor pojawia się na ekranie. Wyglądają identycznie, jak te, które mamy w pamięci ze zdjęć Bernsteina czy z jego sfilmowanych prób. To samo dotyczy fryzury i zmieniających się z wiekiem koloru i gęstości włosów. W mojej ocenie, kostiumy i charakteryzacja zasługują na nagrodę.
Podoba mi się też to, że sekwencje z odleglejszej przeszłości są czarno-białe, a z dojrzałego życia Bernsteina zrealizowano w kolorze. Ma to też funkcję porządkującą, bo te sekwencje parę razy się przeplatają.

W pierwszej połowie, trwającego ponad dwie godziny filmu, muzyki prawie nie ma wcale. Rekompensuje to druga część Maestra. Pięknie zostało pokazane komponowanie Mszy. A potem scena ukazująca jej prawykonanie. Bradley Cooper wiernie odwzorował pełen ekspresji sposób, w jaki dyrygował Bernstein. Dla mnie efekt jest na plus.
W niektórych dialogach wyraźnie wyczuwa się cytaty z autentycznych wypowiedzi Bernsteina, co też przybliża prawdziwego Lenny’ego – jak nazywali Bernsteina jego przyjaciele i znajomi. Z Maestra dowiemy się też, że był on nałogowym palaczem. Niemal przez cały czas widzimy go na ekranie z papierosem. Raz nawet z dwoma, ten drugi ma zatknięty za uchem. Nie będzie to wychowawcze dla młodych widzów, ale taka jest prawda.
Mnie się ten film podoba!

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl