Moja zbrodnia – recenzja. Scenariusz i reżyseria François Ozon. Obsada: Nadia Tereszkiewicz, Rebecca Marder, Isabelle Huppert, Fabrice Luchini, Dany Boon, André Dussollier.
Drugie dno to prawa kobiet. I tu przytoczę padającą z ekranu diagnozę sytuacji kobiet w 1935 r. we Francji, cytuję z pamięci: „w kwestii prawa wyborczego traktowane jesteśmy jak dzieci, którym ono nie przysługuje, a w sprawie kary za winy, jak pełnoprawni obywatele”.
Czy można w tym filmie doszukać się analogii do współczesności? Zależy w jakim kraju. Czy film jest pochwałą solidarności kobiet i siostrzeństwa? Czy tryumf kobiet w Mojej zbrodni przypadkiem nie jest przez Ozona wzięty w cudzysłów?
Kapitalne jest zakończenie. I tu nieco uchylę rąbka tajemnicy z zakresu użytych środków filmowych, po to, byście nie stracili pointy zawartej w napisach końcowych, wstając za wcześnie z fotela. Otóż, wzorem niektórych prawdziwych dokumentów, na zakończenie, po kolei, pojawiają się zdjęcia wszystkich postaci występujących w Mojej zbrodni z informacją, co się z nimi dalej działo. To z jednej strony przykład ogromnego poczucia humoru Ozona, z drugiej – mistrzowskiego posługiwania się satyrą.
Nie dziwi sukces frekwencyjny Mojej zbrodni we Francji, ponieważ dwóm młodym aktorkom obsadzonym w głównych rolach, tzw. gorącym nazwiskom (Nadia Tereszkiewicz w tym roku otrzymała Cezara za rolę w filmie Forever Young, a Rebecca Marder – Cezara dla najbardziej obiecującej aktorki) partnerują gwiazdy kina francuskiego.
Ale i dla polskich widzów obsada, a konkretnie Nadia Tereszkiewicz, jest magnesem. Ta 27-letnia dziś aktorka, ma polskie korzenie po dziadku Polaku. Jej matka jest Finką, po której odziedziczyła skandynawską urodę. Ta dziewczyna ma wszystkie atuty w ręku, by zrobić karierę filmową.
Trafiona obsada to prawie zawsze pewny sukces filmu, a gdy za kamerą staje dobry reżyser to nawet komedia kryminalna staje się arcydziełkiem sztuki filmowej. Zdecydowanie polecam Moją zbrodnię.
Kiedy nadchodzi jesień (2024), reż. François Ozon – recenzja