Charles Dickens Opowieść wigilijna
Reżyseria – Wojciech Czerwiński
Scenariusz – Janusz Majcherek
W roli Scrooge’a – Szymon Kuśmider
Premiera w Teatrze Polskim w Warszawie 14 grudnia 2024
Nawet jeśli ktoś nie czytał tego opowiadania, może znać jedną z kilku animacji, które powstały na jego podstawie i są w okresie Bożego Narodzenia pokazywane w telewizji. Prym wiedzie ta zrealizowana techniką performance capture (przetwarzająca mimikę i ruchy realnych aktorów w animację) z Jimim Carreyem, który zagrał Scrooge’a starego, Scrooge’a w wieku dojrzałym i w dzieciństwie oraz każdego z trzech Duchów. W polskim dubbingu kapitalnie zagrali głosami: Piotr Fronczewski, Jan Peszek, Marian Opania, Jarosław Gajewski, Grzegorz Damięcki, Marcin Przybylski.
Do tego słynnego Dickensowskiego opowiadania nawiązywał niejeden serial, a ostatnio powstała nawet komedia muzyczna Świąteczny Duch, będąca spin-offem Opowieści wigilijnej.
Wojciech Czerwiński, reżyser Opowieści wigilijnej w Teatrze Polskim w Warszawie, pokazał to opowiadanie Dickensa tak, jak on je rozumie. Inspiracją stało się dla niego zdanie, które wypowiada zjawa zmarłej siostry Scrooge’a – jedynej osoby, która w dzieciństwie naszego bohatera, troszczyła się o niego: „Wróć do domu, tatuś już się nie gniewa”. Czerwińskiemu natychmiast nasunęła się myśl, a gdzie była matka? I właśnie to zdanie stało się iskrą zapalną dla jego inscenizacji. W wypowiedziach przedpremierowych dla mediów mówił, że będzie to spektakl o braku kobiety w życiu dziecka, a w przyszłości mężczyzny. O poszukiwaniu miłości, a jednocześnie o jej odrzuceniu czy też nieumiejętności jej przyjęcia. A także o wyjaśnieniu przyczyn takiej postawy. Zakończenie jest inne niż u Dickensa. W ogóle przedstawienie w Teatrze Polskim znacznie odbiega od oryginału.
Szymon Kuśmider na wspomnianym przedpremierowym spotkaniu z dziennikarzami zachęcał – na poły jako odtwórca głównej roli, na poły prywatnie – do odnajdywania jasnych stron życia, które mają nas ocalić, bowiem przez analogię do Miasteczka Twin Peaks, odrzucone zło nie ginie, a gdzieś pozostaje i trzeba się przed nim mieć, czym obronić.
Projektantki scenografii i kostiumów (Marta Zając i Jana Krynicka) zrezygnowały z elementów kojarzących się z Bożym Narodzeniem. Kostiumy są symboliczne. Spod płaszcza Scrooge’a wygląda garderoba w czerwonym kolorze, a wszystkie postacie, które on skrzywdził mają w swoich ubraniach więcej lub mniej czerwieni. Znamienny jest czerwony sznur oplatający służącego Scrooge’a.

To wszystko brzmi zaciekawiająco, ale wrażenie, które miałam po obejrzeniu przedstawienia, niestety, nie dorównało temu opisowi. Popsuły go mikroporty, z którymi grają aktorzy i generalnie za mocne nagłośnienie, dające się we znaki zwłaszcza w ilustracji muzycznej. Tak było na spektaklu, który widziałam.
Za użyciem mikroportów ponoć przemawiało to, żeby aktorzy mówili tak samo jak w filmach, bez charakterystycznej teatralnej dykcji. Ale to się nie sprawdziło. Głosy po przejściu przez mikroporty były zmienione i wręcz zniekształcone. Szymon Kuśmider, który ma doskonale postawiony głos i byłby dobrze słyszalny bez mikroportu, brzmiał jakby to nie był on. Z kolei z występu rapera, można było dosłyszeć tylko Do Betlejem, do Betlejem. Nic więcej poza tą frazą. Porażka.
Nagłośnienie można poprawić, ale ci, którzy byli na tym samym spektaklu co ja, raczej ponownie już na niego nie przyjdą.
Doceniam wizualne walory inscenizacji Wojciecha Czerwińskiego; jest w tym przedstawieniu kilka bardzo ładnych scen. Monumentalne, wręcz operowe dekoracje umożliwiły perspektywiczne, malarskie widoki. Tylko w warstwie wizualnej, w sposób symboliczny i w dobrym guście, pokazana jest najważniejsza Kobieta w Bożym Narodzeniu – Matka Boska.
Energię wnoszą, bezbłędnie rozegrane sceny zbiorowe.
À propos koncepcji tego przedstawienia – każdy twórca ma prawo, a nawet obowiązek do własnej. Zwłaszcza, gdy przystępuje do realizacji tekstu, który doczekał się już niejednej interpretacji. A czy ona trafi do widzów, to już zupełnie inna sprawa.