Maria Gustowska Ostatnia lekcja
Reżyseria – Grzegorz Damięcki
Obsada: Paweł Gasztold-Wierzbicki, Jakub Pruski, Natalia Stachyra, Maria Witkowska
Z gościnnym udziałem Adama Ferencego
Prapremiera na Scenie 61 teatru Ateneum 5 kwietnia 2025
Autorka sztuki i młoda obsada – to przedstawiciele pokolenia Z, czyli urodzonych po roku 1995, którzy właśnie teraz stawiają pierwsze kroki w zawodzie. Gustowska jako dramaturżka, a Gasztold-Wierzbicki, Pruski, Stachyra i Witkowska w aktorstwie. W Ostatniej lekcji wcielają się w swoich rówieśników A.D. 2025.

Pomysłodawcą i reżyserem Ostatniej lekcji jest Grzegorz Damięcki, który debiutuje tym przedstawieniem jako reżyser. (Na marginesie, pamiętam debiut aktorski Grzegorza Damięckiego na scenie Ateneum; w jakże innej rzeczywistości! Bez smartfonów i social mediów).
Damięcki, który ma dzieci w podobnym wieku, orientuje się w życiu tego pokolenia i pamięta też własne początki na scenie. Najpierw nieduże role, później zastępstwa w większych, dopiero po pewnym czasie role na miarę swoich ambicji. Zanim w ogóle zakiełkował pomysł tego przedstawienia, wypytywał narybek aktorski Ateneum o zdanie na najrozmaitsze tematy: miłości, zdrowia, starości, przynależności, wiary itd., itd. To właśnie odpowiedzi, które otrzymywał stały się inspiracją Ostatniej lekcji.
Maria Gustowska, jeszcze studentka dramaturgii w Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie, pisała tę sztukę w ścisłej współpracy z reżyserem i aktorami. Zatem jest to głos w stu procentach dzisiejszych dwudziestokilkudziestolatków.
W trakcie powstawania spektaklu okazało się, że Gustowska i poszczególni aktorzy patrzą inaczej nie niektóre sprawy. Tekst sztuki ewoluował. Aktorzy czytali jego kolejne wersje na głos. Wszystkim zależało na tym, żeby bohaterowie byli wyraziści i mówili współczesnym językiem. O ile to pierwsze dobrze wypada na scenie, do drugiego mam zastrzeżenia. Współczesna młodzież strasznie klnie, to fakt, lecz twórcy przedstawienia przegięli. Być może chodziło o celowe przerysowanie, jednak za dużo tych wulgaryzmów. Żeby była jasność, mnie też się zdarza rzucić mięsem, ale wyłącznie dla rozładowania negatywnych emocji, nigdy w funkcji przecinka.
Nauczyciel, którego gra Adam Ferency, pojawia się dopiero pod koniec przedstawienia. Następuje wówczas tytułowa ostatnia lekcja, podczas której, w samym finale spektaklu, Nauczyciel mówi wiersz Zbigniewa Herberta z tomu Pan Cogito. Na swój sposób pointujący to, co przed chwilą oglądaliśmy na scenie.
W folderze wydanym do przedstawienia autorka sztuki zdradza, że długo szukała odpowiedniego zakończenia. I dodaje, że pisząc zawsze wiele czerpie z własnego doświadczenia. Na otwarte zakończenie Ostatniej lekcji zdecydowała się, gdy uzmysłowiła sobie, że ona wielu słów, które słyszała od swoich mentorów na początku nie rozumiała. Potrzeba było czasu, żeby dotarł do niej ich sens.
A Herbert mówiony przez Adama Ferencego jest przyjemnością samą w sobie.
W niewielkiej przestrzeni Sceny 61 wykreowano za pomocą światła i dźwięku stacje metra, które są drugim planem akcji Ostatniej lekcji. To trafiony pomysł, dynamizujący prawie dwugodzinne przedstawienie, grane bez przerwy.
Można je zobaczyć!