Oto my – recenzja
Oto my izraelskiego reżysera Nira Bergmana, wielokrotnie nagradzanego za swoją twórczość, ma już na koncie cztery Ofiry (izraelskie nagrody filmowe) i przysparzający sławy wybór w oficjalnej selekcji Festiwalu Filmowego w Cannes 2020.

Oto my. Shai Avivi (po lewej) i Noam Imber. Fot. (c) Spiro Films LTD
Fabuła Oto my obejmuje kilka tygodni z życia ojca, wychowującego samotnie syna dotkniętego autyzmem. Widz poznaje ich, gdy chłopak osiągnął dojrzałość i ma zamieszkać z autystycznymi rówieśnikami w specjalistycznym domu opieki. Nalega na to jego matka, która się o ten ośrodek wystarała. Między ojcem i synem jest silna więź. Rodzic uważa, że zmiana środowiska będzie dla jego dorosłego dziecka traumą, w czym ono go zresztą nieustannie utwierdza. Sam też nie jest gotów na rozstanie. Opieka nad synem stała się sensem jego życia. W drodze do placówki podejmuje decyzję o wspólnej ucieczce. I tu akcja zawiązuje się na dobre.
Dramaturgia wciąga. Jak uczył Krzysztof Kieślowski, wszystkie zdarzenia, które przytrafiają się bohaterom mieszczą się w granicach prawdopodobieństwa. Relacja między ojcem i synem chwyta za gardło. Autorka scenariusza nagrodzonego Ofirem czerpała z prawdziwej relacji swojego ojca z jej autystycznym bratem.
Warunkiem powodzenia tego filmu była trafnie dobrana obsada. Bardzo łatwo można było tu przekroczyć granice ckliwości czy fałszu.
Shai Avivi (ojciec) i
Noam Imber (syn) stworzyli postacie, którym się wierzy i stoi po ich stronie. Imber zastosował delikatne środki wyrazu, ani razu nie zaszarżował. Obaj zostali uhonorowani izraelskimi Ofirami. Avivi za najlepszą rolę męską, Imber – za rolę aktora «wspomagającego» (z angielska
supporting actor). Kreacja Aviviego została też nagrodzona na MFF w Valladolid.

Atutem filmu jest doskonałe aktorstwo. Fot. (c) Spiro Films LTD

Shai Avivi wykreował empatycznego, ciepłego mężczyznę w ciągłej gotowości do działania. Fot. (c) Spiro Films LTD
Dla osób, które nie były w Izraelu (należę do nich)
Oto my ma także walory turystyczne: geograficzne i obyczajowe. Bohaterowie odwiedzają kilka miast i miejsc – dworce kolejowe, różne mieszkania, restauracje, dyskotekę… Po ubraniach widać, że lata w Izraelu są upalne.
Film Nira Bergmana jest dobrze opowiedzianą historią na kanwie autyzmu, ale można go też odbierać metaforycznie, pod czym podpisuje się sama scenarzystka. Według niej jest to film o ojcu i synu oraz o nieuchronnym momencie rozstania rodziców z dziećmi. Moim zdaniem, z obu punktów widzenia warto go obejrzeć.