Rinaldo w Polskiej Operze Królewskiej pod kierunkiem muzycznym Władysława Kłosiewicza, w reżyserii Jarosława Kiliana, w scenografii i kostiumach Doroty Kołodyńskiej dla większości wykonawców, a także ich wielbicieli jest przedstawieniem wyjątkowym. Ci sami śpiewacy w tych samych rolach, również pod muzycznym przewodnictwem Władysława Kłosiewicza, występowali w innym przedstawieniu Rinalda, którego premiera odbyła się 20 lat temu w Warszawskiej Operze Kameralnej. Wówczas inscenizatorem i reżyserem był Ryszard Peryt, a scenografię zaprojektował Andrzej Sadowski.
Komponowanie mogło trwać tak krótko, ponieważ Händel zapożyczał fragmenty, które wcześniej napisał do innych utworów. Robił to jednak z wyczuciem dramaturgii. Jak sugeruje Jarosław Kilian, autorzy libretta i kompozytor mieli świadomość, że tworzą operę dla publiczności wychowanej na Szekspirze. Reżyser Rinalda w Polskiej Operze Królewskiej położył nacisk na budzący niepewność i niepokój pierwiastek irracjonalny, kierujący losami bohaterów. Mimo że największe pole do popisu ma tytułowy bohater – siedem arii, dwa duety i recytatywy, w inscenizacji Kiliana, z założenia eksponowane są wątki postaci kobiecych. Zdaniem Kiliana, kobiety w tej operze są mądre, silne i piękne. Z kolei czarne charaktery to ludzie z krwi i kości. Rządzą nimi namiętności; mają poczucie honoru i humoru.
Magnesami przedstawienia są gwiazdy Polskiej Opery Królewskiej. Dla widzów, którzy pamiętają spektakl z ich udziałem sprzed 20 lat (należę do nich) to dodatkowa gratka. Głos Anny Radziejewskiej brzmi świeżo i niezmiennie zachwyca. Śpiewaczka, której połowę kreacji operowych stanowiły role mężczyzn, powiedziała ciekawą rzecz. Otóż, nigdy nie udawała na scenie mężczyzny, tylko go grała. Płomienne uczucie łączące Rinalda i Almirenę w aktorskiej interpretacji Radziejewskiej i Olgi Pasiecznik jest pokazane subtelnie, a zarazem ujmująco. Wszyscy śpiewacy stanęli na wysokości zadania. Czarne charaktery – Marta Boberska (Armida) i Andrzej Klimczak (Argante) – zachwyciły mnie świetnym aktorstwem. Odniosłam wrażenie, że obojgu pomogły kostiumy, które wręcz wyzwalały w nich taki, a nie inny sposób poruszania się czy gesty i mimikę. Szczególnie u Boberskiej, której vis comica mnie oczarowała. Niedużą partię chrześcijańskiego maga ładnie zaśpiewał niezawodny Wojciech Gierlach. Moją uwagę zwrócił młody kontratenor Jakub Foltak, którego zobaczyłam na scenie pierwszy raz. Warto zapamiętać to nazwisko. Przyjemna barwa głosu i charyzma sceniczna. Przykuwa uwagę każdym swoim pojawieniem się na scenie.
Teatr Królewski w Starej Oranżerii w Łazienkach, będący sceną Polskiej Opery Królewskiej, jest nie lada wyzwaniem dla scenografa. W zabytku nie można nawet wbić jednego gwoździa. Dorota Kołodyńska stawiła czoła temu zadaniu, odwołując się do wyobraźni widza, sygnalizując mu scenerię za pomocą znaków. Inspiracją stały się dla niej rycerskie kopie na obrazie Bitwa pod San Romano renesansowego malarza Paola Uccella. Z kolei, zaprojektowane przez nią kostiumy, jak je sama określiła, są «barokowe w duchu». Postawiła na kolor i połysk. Eksperymentowała z tkaniną i skłaniała się w stronę haute couture. Jak na wysokie krawiectwo przystało, patrzy się na nie z dużą przyjemnością.
Walory inscenizacyjne wzmocniło jeszcze troje tancerzy butō, którzy odgrywają Furie interweniujące w losy bohaterów. (Butō – skrót od japońskiego ankokubutō – oznacza taniec mroku). Ruch sceniczny, który uzupełnia scenografię, na przykład imituje wzburzone fale morskie za pomocą tkanin, ułożył Rui Ishihara, który również bierze udział w spektaklu. Stronę wizualną dopełnia doskonała reżyseria świateł, nad którą miała pieczę Jacqueline Sobiszewski.
Zespół Instrumentów Dawnych Polskiej Opery Królewskiej Capella Regia Polona
dyrygent – Władysław Kłosiewicz
Premierą Rinalda Polska Opera Królewska zainaugurowała Festiwal Barokowy 25 września – 23 października 2021. W programie oprócz Rinalda pięć oper, które były już w repertuarze: Dydo and i Aeneas H. Purcella, La serva padrona G.B. Pergolesiego, Scene buffe A. Scarlatiego, Rodelinda G.F. Händla i L’Orfeo C. Montervediego (ostatnie przedstawienie, do którego przyłożył rękę Ryszard Peryt).