Giuseppe Verdi Simon Boccanegra
Libretto – Francesco Maria Piave na podstawie dramatu Antonia Garcíi Gutiérreza
Nowa dramaturgia stworzona dla tego przedstawienia – Robert Bolesto
Dyrygent – Fabio Biondi
Reżyseria – Agnieszka Smoczyńska
Premiera w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie 14 lutego 2025

W oryginalnym libretcie akcja Simona Boccanegry rozgrywa się w średniowiecznej Genui. Tytułowy bohater – człowiek z ludu, korsarz – w Prologu do tej opery zostaje wybrany na dożę Republiki Genui.
Libretto jest mocno zawiłe. Między prologiem a pierwszym aktem upływa 25 lat. Pojawiające się w Prologu tylko w rozmowach, żona i córka Simona Boccanegry, noszą to samo imię, co skutecznie plącze narrację. Zwłaszcza, że Maria matka umiera w niewyjaśnionych okolicznościach, a Maria córka zostaje uznana za zaginioną. W pierwszym akcie też trudno się połapać kto jest kim, ale już nie będę wchodzić w szczegóły. Tym bardziej, że realizatorzy inscenizacji w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej – reżyserka Agnieszka Smoczyńska i dramaturg Robert Bolesto (oboje debiutują w operze) zaproponowali własną koncepcję dramaturgiczną z innymi bohaterami i miejscami akcji. Niestety, też niełatwą w percepcji.
W skrócie, przedstawia się ona tak: Tytułowy bohater zostaje wybrany na papieża. Pozostali bohaterowie Boccanegry mają przypisane cechy postaci z religijno-kulturowego kręgu, w którym wyrośliśmy. Są wśród nich: Archanioł Gabriel, Szatan, Matka Boża. Jest i Bóg. Ten starotestamentowy – bezwzględny i karzący. W wersji Roberta Bolesty Bogiem jest Słońce, które w finale drugiego aktu wybucha. Ostatni, trzeci akt rozgrywa się po katastrofie ekologicznej. Rozpoczynająca go scena najpierw jest pogrążona w ciemności, potem zostaje oświetlana zielonym i niebieskim światłem mającymi oznaczać radioaktywne skażenie planety.

Kolory w scenografii, jak również w kostiumach, zastosowane przez Katarzynę Borkowską (scenografia), Aleksandra Prowalińskiego (reżyseria świateł; Prowaliński jest specjalistą w kształtowaniu przestrzeni za pomocą barw) i Katarzynę Lewińską (kostiumy) nie są obojętne. Doszukiwanie się znaczeń, pozostawiam indywidualnym skojarzeniom widzów, którzy przyjdą na Simona Boccanegrę w Teatrze Wielkim w Warszawie.
Dyryguje Fabio Biondi. To właśnie on zaproponował Teatrowi Wielkiemu w Warszawie Simona Boccanegrę, gdy warszawski Wielki poprosił go o przygotowanie dowolnie wybranej przez niego opery. Biondi zaangażował się w warszawską produkcję do tego stopnia, że przychodził na próby reżyserskie i wyjaśniał Agnieszce Smoczyńskiej emocje, które Verdi zapisał w nutach, sugerując, jak je można przełożyć na obraz.
W warstwie muzycznej jest ciekawostka. Do partytury Verdiego została inkorporowana muzyka, nazwana przez realizatorów towarzyszącą. Stanowi ona tło dla wideoprojekcji, będących wizją krajobrazu po katastrofie ekologicznej. Autorem wideo jest Natan Berkowicz, a muzyki towarzyszącej – Baasch.
Ciekawostką pochodzącą od Verdiego, jest nietypowa obsada Boccanegry. Wprawdzie partie pary kochanków kompozytor, zgodnie z utrwaloną tradycją, napisał dla sopranu i tenora – to wbrew tradycji w całej operze dominują niskie, męskie głosy. Dwa barytony i dwa basy.
Przed rozpoczęciem przedstawienia, które widziałam (następnego po premierze) spiker poinformował publiczność, że występujący w roli Simona Boccanegry Sebastian Catana (baryton rodem z Rumunii) jest chory, co oczywiście znaczyło, że jego głos nie będzie brzmiał tak, jak wtedy, gdy jest w formie.
Zgodnie z oczekiwaniami, Gabriela Legun i Anthony Ciaramitaro, dwa gorące nazwiska wśród śpiewaków młodego pokolenia, nie zawiedli!
Mam natomiast pretensję do Katarzyny Lewińskiej o kostium dla Gabrieli Legun. W mojej ocenie, nieodpowiedni dla tej śpiewaczki. I niepasujący też do postaci, która powinna wyglądać dziewczęco. Tak ją widział Verdi. Wiadomo, że nie zaakceptował śpiewaczki, która miała wystąpić w drugiej wersji Boccanegry w La Scali właśnie dlatego, że była za mało dziewczęca. Peruka, którą przygotowano dla Legun też nie dodawała tej śpiewaczce młodzieńczego wdzięku.
Simon Boccanegra należy do co najmniej dziesięciu oper Verdiego, które nie schodzą z afisza, ale nie jest tak często wystawiana jak: Nabucco, Traviata, Aida, Rigoletto, Trubadur czy Don Carlos. Poprzednia inscenizacja Boccanegry w Teatrze Wielkim w Warszawie, a zarazem jej polska premiera, odbyła się w 1997 roku.
Odważna w podejściu do oryginalnego libretta inscenizacja Agnieszki Smoczyńskiej wspieranej przez Tomasza Jana Wygodę, który tym razem nie ograniczył się do stworzenia choreografii; także współpracował ze Smoczyńską reżysersko, może się podobać bardziej lub mniej. Na pewno jest zachętą do poznania innych inscenizacji Boccanegry. W dobie transmisji z Met i Covent Garden do kin oraz streamingów internetowych, prędzej czy później, będzie ku temu okazja.