Słodki koniec dnia – recenzja

Słodki koniec dnia – recenzja

Słodki koniec dnia w reżyserii Jacka Borcucha jest metaforą. Zakończenie odebrane dosłownie byłoby dziwaczne, kompletnie niezrozumiałe i raczej niemożliwe w rzeczywistości. Reżyser, stawiając kropkę nad „i”, powiedział, że rodzina, którą pokazał na ekranie, symbolizuje dzisiejszą Europę przeżywającą kryzys tożsamości.

Słodki koniec dnia fot. Sonia Szóstak
Magnesami Słodkiego dnia są: Krystyna Janda i Kasia Smutniak grająca jej córkę. W pozostałych rolach występują nieznani w Polsce aktorzy włoscy.
Akcja dzieje się współcześnie na włoskiej prowincji. Grana przez Jandę fikcyjna postać (Maria Linde) jest poetką noblistką, Żydówką z Polski, której rodzina zginęła w Holokauście. Jako młoda osoba wyemigrowała do Włoch, gdzie poślubiła Włocha. 

W filmie poznajemy ją jako dojrzałą kobietę, która ma romans z młodym, egipskim uchodźcą. Po pewnym dramatycznym wydarzeniu, wygłasza potępiające, płomienne przemówienie. By jeszcze mocniej wyrazić swój sprzeciw wobec tego, co się stało, zrzeka się Nobla. Poniesie tego konsekwencje i ona, i jej rodzina.

Rola Marii Linde była pisana specjalnie dla Krystyny Jandy, powracającej na duży ekran po dłuższej przerwie. Janda, której cech charakteru można się doszukać w bohaterce filmu, zaangażowała się w projekt, jak się wyraziła, „prawie od pomysłu”. Przeczytała wszystkie wersje scenariusza, a było ich kilka. Scenariusz pisali wspólnie Jacek Borcuch, reżyser Słodkiego dnia i pisarz Szczepan Twardoch. Zajęło im to dwa lata.

Światowa premiera Słodkiego końca dnia odbyła się na Festiwalu Sundance (największym festiwalu filmów niezależnych w USA). Rola Krystyny Jandy znalazła uznanie w oczach jurorów tego festiwalu, którzy przyznali Jandzie nagrodę specjalną dla najlepszej aktorki.

Tuż przed wejściem na ekrany Słodki koniec dnia otrzymał na Międzynarodowym Festiwalu Kina Niezależnego Mastercard OFF Camera w Krakowie główną nagrodę w Konkursie Polskich Filmów Fabularnych. Jury OFF-u poza konkursem chwaliło też Jandę.

Słodki koniec dnia plakt

Zdjęcia kręcono w Toskanii, w etruskiej miejscowości Volterra. Toskańska prowincja w obiektywie bardzo dobrze zapowiadającego się operatora, Michała Dymka, to uczta dla oczu. Do ścieżki dźwiękowej przyłożył rękę Leszek Możdżer, który zaaranżował utwory.

Wszystko to brzmi bardzo zachęcająco, a jak się ogląda? Mimo że film należy do krótszych (90 minut), dłuży się. Gdy matka z córką postanawiają iść na wino to idą i idą, w bliższym i w dalszym kadrze, i dojść nie mogą. Ale trzeba przyznać, że jest to ładnie sfotografowane.
Są wątki nie do końca jasne. Deklaracja reżysera (euroentuzjasty), że Słodki koniec dnia nie opowiada żadnej historii, tylko wyraża jego stosunek do tego, co się wydarza dziś w Europie, w jakimś stopniu usprawiedliwia fabularne niedopowiedzenia, które jednak mogą być poczytywane za wadę.
Zakończenie podwójnie zaskakuje. To, czego się dopuścił na rynku miasta jeden z bohaterów, jest wstrząsające, ale nie mniej szokuje brak jakiejkolwiek reakcji przechodniów. Nie można przestać o tym myśleć po wyjściu z kina. Summa summarum, polecam Słodki koniec dnia.

Fot. Sonia Szóstak

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl