1 września 2025 Jan Klata zaczął pełnić funkcję dyrektora Teatru Narodowego w Warszawie
Przyznaję się, że dotychczas nie widziałam żadnego przedstawienia w reżyserii Jana Klaty. Dochodziły do mnie wieści z Krakowa, gdzie był swego czasu dyrektorem Narodowego Starego Teatru, oskarżające go o obrazoburczość. Mimo nieznajomości jego spektakli, nie mogłam uwierzyć w to, co o nim wtedy mówiono w mediach. Miałam podstawy do tej niewiary.
Lata temu przeprowadziłam dla „Filipinki” wywiad z młodszym bratem Jana – Wojciechem, który jako dziecko zagrał pamiętne role u Kieślowskiego (Dekalog I), Dejczera (300 mil do nieba), Wajdy (Korczak). Zapamiętałam z tamtej rozmowy z Wojciechem, że matka braci Klatów była entuzjastką teatru, prowadziła teatr dla młodzieży. I zaraziła synów swoją pasją. Wojciech jednak porzucił aktorstwo zawodowe na rzecz socjologii, ale Jan (absolwent Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Batorego w Warszawie) jako kierunek studiów wybrał reżyserię teatralną, którą rozpoczął w Warszawie, a skończył w Krakowie.
Teraz, na spotkaniu prasowym, zapowiadającym pierwszy sezon Teatru Narodowego w Warszawie pod jego dyrekcją, Jan w trakcie jednego z wywodów, mimochodem wspomniał, że jako reżysera teatralnego ukształtowali go: Jerzy Grzegorzewski, którego był asystentem w warszawskim teatrze Studio oraz Jerzy Jarocki i Krystian Lupa, których pracę obserwował w Starym Teatrze w Krakowie.
Myślę, że te druzgoczące krytyki przedstawień, które Jan Klata reżyserował w „Starym” wynikały z niezrozumienia koncepcji inscenizacyjnych. Estetyka Klaty, jak przypuszczam na postawie tego, co czytałam w recenzjach, może nie każdemu odpowiadać, nawet drażnić, ale nie wątpię w to, że jego pomysły były przemyślane i miały głęboki sens.
(Na marginesie, Jan Klata wyreżyserował dotychczas ponad 60 przedstawień – od Madrytu po Moskwę).
Teatr Narodowy w Warszawie pod jego dyrekcją, będzie kontynuacją tego, co działo się tu dotychczas, z dodawaniem nowych elementów. Zmiany będą następować ewolucyjne. Nierewolucyjnie! Dotychczasowe sztuki pozostaną na afiszu, a nowe przedstawienia będą dochodzić sukcesywnie. Klacie zależy na tym, żeby – jak się wyraził – Teatr Narodowy nie był monokulturą, a polifonią. Wyrazem tego są już zaplanowane w tym sezonie premiery. «Polifonię» zapowiadają nie tylko różnorodne teksty literackie, ale także różniący się od siebie zaproszeni do ich realizacji twórcy.
W sezonie 2025/2026 odbędzie się pięć premier. W kolejności podanej na konferencji prasowej:
Tadeusz Miciński
Termopile polskie
Reżyseria, adaptacja, opracowanie muzyczne – Jan Klata
Premiera: 22 listopada 2025 w rocznicę 260-lecia Teatru Narodowego, Sala Bogusławskiego
David Foster Wallace
Niewyczerpany żart
Reżyseria i adaptacja – Kamil Białaszek
Premiera: 13 grudnia 2025, Scena przy Wierzbowej im. Jerzego Grzegorzewskiego
Tennessee Williams
Słodki ptak młodości
Reżyseria i adaptacja – Małgorzata Bogajewska
Premiera: marzec 2026, Scena przy Wierzbowej im. Jerzego Grzegorzewskiego
Rebecca Solnit
Mężczyźni objaśniają mi świat
Reżyseria – Klaudia Gębska, adaptacja – Mariusz Gołosz
Światowa prapremiera: 27 marca 2026, Scena Studio
Olga Tokarczuk
Prowadź swój pług przez kości umarłych
Reżyseria i adaptacja – Piotr Cieplak
Premiera: maj 2025, Sala Bogusławskiego
Tak było planowane, ale Piotr Cieplak zmarł 7 grudnia 2025 r. To przedstawienie wyreżyseruje Ewa Platt, a jego premiera odbędzie się 25 kwietnia 2026 w Sali Bogusławskiego
Do tej listy doszła, już po tej konferencji, jeszcze jedna premiera:
Gabriela Zapolska
Moralność pani Dulskiej
Reżyseria: Anna Augustynowicz
Premiera: 20 czerwca 2026 na Scenie przy Wierzbowej im. Jerzego Grzegorzewskiego
Nowy dyrektor zadeklarował, że Teatr Narodowy w Warszawie pod jego dyrekcją nie będzie narzędziem ani politycznym, ani pedagogicznym. Dla niego w teatrze najważniejszy jest teatr, a cytując Witkacego –„metafizyczna dziwność istnienia”.
Zapytany, czy będzie przyjmował do zespołu „Narodowego” młodych aktorów, odpowiedział, że właśnie przyjął jednego. Jest nim Hugo Tarres – kreujący Hamleta w Szekspirowskim Hamlecie, w reżyserii Jana Englerta, którym to przedstawieniem Englert zwieńczył swoje ponadwudziestoletnie dyrektorowanie „Narodowemu”. Dopytywany, czy powrócą wybitni aktorzy, którzy za dyrekcji Jerzego Grzegorzewskiego byli filarami tego teatru, poinformował nas, że zespół aktorski „Narodowego” z Tarresem liczy 66 osób i oni mają pierwszeństwo w obsadach. Postawił kropkę nad „i”, mówiąc, że transferów nie przewiduje.
Najbardziej ujął mnie swoim zachowaniem wobec Krzysztofa Torończyka – dyrektora naczelnego Teatru Narodowego w Warszawie nieprzerwanie od 1998 roku, tj. niemalże od początku otwarcia „Narodowego” po odbudowie z pożaru. Oznajmił nam, że czuje się zaszczycony tym, że dyrektor Torończyk przyjął jego zaproszenie i nadal będzie pełnił tę funkcję. Nazwał go „Opoką” i „Latarnią morską”. A konsultantami artystycznymi zostali Dominika Kluźniak, Sławomira Łozińska, Jerzy Radziwiłowicz – aktorki i aktor, którzy zapisali się złotymi zgłoskami dla tej sceny.
To bardzo cieszy, że nowy rozdział w historii Teatru Narodowego rozpoczyna się z szacunkiem do tego, co w tym teatrze dotąd powstało.