Termopile polskie Teatr Narodowy

Termopile polskie Teatr Narodowy

Tadeusz Miciński Termopile polskie Teatr Narodowy w Warszawie
Premiera 22 listopada 2025, w 260. rocznicę powstania Teatru Narodowego w Warszawie
Reżyseria, adaptacja i opracowanie muzyczne – Jan Klata
Muzyka na żywo – zespół Gruzja
Obsada: Anna Grycewicz, Danuta Stenka, Jan Frycz/Jerzy Radziwiłowicz, Karol Pocheć, Oskar Hamerski, Robert Jarociński, Mateusz Kmiecik, Cezary Kosiński, Kamil Mrożek, Paweł Paprocki, Marcin Przybylski, Arkadiusz Pyć, Adam Szczyszczaj, Paweł Tołwiński oraz statyści

Ten niedokończony dramat młodopolskiego pisarza i poety, po którego teksty sięgali, oprócz reżyserów teatralnych, muzycy heavymetalowi, m.in. Nergal, zostawia inscenizatorom (właśnie tym brakiem zakończenia) sporą dozę swobody w interpretacji. Jeśli chodzi o Jana Klatę – to jest już jego drugie podejście do Termopili polskich. Zapytany, czym jego obecne odczytanie tego dramatu różni się od przedstawienia, które wyreżyserował w 2013 roku we Wrocławiu, odpowiedział: „teraz jesteśmy bardziej »micińscy«”. Czytaj, teraz Termopile polskie o wiele bardziej niż dwanaście lat temu przystają do bieżącej rzeczywistości.

Termopile polskie w Teatrze Narodowym w Warszawie. W środku Anna Grycewicz – Wita.
Fot. Karolina Jóźwiak/Archiwum Teatru Narodowego w Warszawie

 

Miciński wziął pod lupę wydarzenia, które poprzedziły zniknięcie Polski z mapy świata. Bohaterami Termopili są postacie historyczne, które się do tego przyczyniły. Słowa, które one wypowiadają w tej sztuce, pisarz zaczerpnął z dokumentów, z pamiętników, z listów.
Trzeba też wiedzieć, że Tadeusz Miciński był nowatorem teatru. Witkacy (dwanaście lat młodszy od Micińskiego) pisząc o Termopilach polskich użył sformułowania „tygrysi skok w stronę sztuki”. Znawcy tematu, łącznie z Janem Klatą, używają w odniesieniu do tego dramatu terminu: „teatr umierającej głowy”, bowiem jego akcja rozpoczyna się tuż przed śmiercią właściwie głównego bohatera – księcia Józefa Poniatowskiego. To co ogląda widz na scenie, dzieje się w głowie umierającego księcia Pepi, jako go pieszczotliwie nazywano. A są to wydarzenia przełomowe: Sejm Czteroletni, uchwalenie Konstytucji 3 Maja, konfederacja barska, konfederacja targowicka, Sejm grodzieński, Rzeź Pragi.
Czytelnik/widz teatralny, który nie chce się pogubić w śledzeniu narracji, musi mieć chociaż minimalną wiedzę o wydarzeniach, o których tu mowa, jak również o postaciach dramatu.
Z pomocą widzom Teatru Narodowego przychodzi onże sam, zamieszczając w programie do przedstawienia wyczerpujące biogramy, a także poglądowe teksty o Micińskim i jego twórczości pisarskiej.

Na pierwszym planie Jerzy Radziwiłowicz – Król. W głębi zespół Gruzja. Fot. Karolina Jóźwiak/Archiwum Teatru Narodowego w Warszawie

 

Jedną z czołowych postaci w Termopilach polskich jest stryj księcia Pepiego – Stanisław August Poniatowski, ostatni król Polski. Dziś wiedza o nim sprowadza się do tego, że był miłośnikiem i mecenasem sztuki, że zawdzięczamy mu Łazienki Królewskie, i że był kochankiem Katarzyny II. Miciński, opierając się na korespondencji Stanisława Augusta z carycą i jego własnych pamiętnikach, demaskuje wyjątkowe wredne cechy charakteru naszego ostatniego króla, które wzięły w nim górę tuż przed unicestwieniem Polski.
W inscenizacji Klaty jest kapitalna scena, w której Stanisław August w płaszczu obszytym sobolowym futrem, wyciąga zza pazuchy maleńki, składany stołeczek i siada na nim. Jacek Cieślak w swojej recenzji w „Rzeczpospolitej” trafił w sedno, pisząc: „jaki król, taki tron”.

Klata nie trzyma się chronologii. Przedstawienie rozpoczyna się od dodanego przez niego „obrazka” z powstania warszawskiego. Podłoga sceny wygląda jak pobojowisko. Wielokrotnie jest używany dron. Drony pojawiały się już w inscenizacjach innych sztuk, ale zbliżenia umierającego księcia, uzyskane za pomocą dronu, znaku rozpoznawczego współczesnej wojny, budzą jednoznaczne skojarzenia. A dyskusja o liczebności polskiej armii, która jest u Micińskiego, chcąc nie chcąc, nasuwa na myśl debatę toczącą się na ten sam temat we współczesnej Polsce.

W scenie kończącej pierwszy akt (uchwalenie Konstytucji 3 Maja) aktorzy zaczynają śpiewać hymn Polski, który dośpiewują do końca, wszystkie pięć zwrotek. Od pierwszych taktów na widowni zapala się światło. W spektaklu, który widziałam (szóstym od premiery) większość publiczności odruchowo wstała, tylko nieliczni nie podnieśli się z miejsc, chcąc pozostać obserwatorami przedstawienia i świadomie nie poddać się tej swego rodzaju prowokacji twórców spektaklu. Odniosłam wrażenie, że zarówno stojąca większość, jak i siedząca mniejszość czuły się nieswojo. Ale może właśnie o to chodziło w tej prowokacji?

Kamil Mrożek, Robert Jarociński, Mateusz Kmiecik, Marcin Przybylski, Paweł Paprocki – Dyplomaci, Paweł Tołwiński – Marszałek de Ligne, Danuta Stenka – Katarzyna, Oskar Hamerski – Kniaź Patiomkin. Fot. Karolina Jóźwiak/Archiwum Teatru Narodowego w Warszawie

 

W spektaklu gra na żywo metalowy zespół Gruzja. Mikroporty, z którymi grają aktorzy są podkręcone chyba na maksa. Jest bardzo głośno! Trzeba jednak przyznać, że twórcy przedstawienia podeszli ze zrozumieniem do widzów, dla których taka dawka decybeli będzie za potężna. W szatni można pobrać gratisowe zatyczki do uszu. Zresztą, bardzo estetyczne, w pudełeczkach z orzełkiem na wieczku. Wcale nie ironizuję, naprawdę, mi się podobają.
W finale rozlega się z offu evergreen wylansowany przez Doris Day (Que sera, sera/Whatever Will Be, Will Be)…

Tadeusz Miciński zadedykował Termopile polskie „tym, którzy szargają imię Polski”. (Napisał je w 1913 roku, w setną rocznicę śmierci księcia Józefa Poniatowskiego). Jeżeli dobrze odczytuję inscenizację Jana Klaty – jemu zależy na wywołaniu w widzach Termopili polskich refleksji nad tym, jak fundamentalne znaczenie ma to, kto rządzi krajem, komu powierza się los narodu?

Z 15-osobowej obsady tylko czworo aktorów gra po jednej postaci: Danuta Stenka (caryca Katarzyna), Jerzy Radziwiłowicz na zmianę z Janem Fryczem (król Stanisław August Poniatowski), Karol Pocheć (książę Józef Poniatowski), Anna Grycewicz (Wita, postać z powieści Micińskiego). Pozostali odgrywają po dwie, po trzy i po więcej postaci.

W roli Stanisława Augusta widziałam Jerzego Radziwiłowicza. Doskonała kreacja! Bryluje także Danuta Stenka, w czym pomagają jej kostiumy, zwłaszcza ten, w którym wychodzi po raz pierwszy przed publiczność. Jest to zjawiskowa pod względem wizualnym scena, która z pewnością wejdzie do annałów Teatru Narodowego. Jak się domyślam, oprócz projektanta kostiumów (Mirek Kaczmarek) przyłożyli do niej rękę również choreograf (Maćko Prusak), oczywiście, reżyser Jan Klata i pracownik techniczny Narodowego mający pieczę nad sterowaniem ruchu zapadni.
Warto w tym miejscu dodać, że w Termopilach polskich są w pełni wykorzystane możliwości techniczne sceny Teatru Narodowego. Kiedy w 1997 roku otwierano ten teatr po odbudowie z pożaru – była to wówczas, pod względem możliwości technicznych, najnowocześniejsza scena w Europie. Wprawdzie minęło już ponad ćwierć wieku, ale cztery zapadnie wciąż działają. Mogą się podnosić w górę na wysokość czterech i pół metra i zapadać w głąb sceny z różną prędkością.

Chyba nie trzeba już nic więcej dodawać, żeby zachęcić do obejrzenia Termopili polskich w Teatrze Narodowym w Warszawie.

Relacja ze spotkania Jana Klaty z dziennikarzami po objęciu przez niego dyrekcji Teatru Narodowego

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl