Jean-Joseph Cassanéa de Mondoville Titon et L’Aurore
Libretto: Antoine Houdar de la Motte, L’Abbé de la Marre
Kierownictwo muzyczne, dyrygent – Krzysztof Garstka
Reżyseria – Natalia Babińska
Scenografia i kostiumy – Aleksandra Reda
Choreografia – Jacek Przybyłowicz
Wykonawcy: Bartosz Gorzkowski/Aleksander Rewiński, Marta Boberska/Julia Pliś, Paweł Michalczuk/Jędrzej Suska, Marta Brzezińska-Szmaj/Olga Pasiecznik, Iwona Lubowicz, Joanna Sojka, Zespół Wokalny Polskiej Opery Królewskiej, tancerze: Joanna Lichorowicz-Greś, Vova Makovskyi, Volodymyr Ryga, Izabela Zawadzka
Gra Zespół Instrumentów Dawnych Polskiej Opery Królewskiej Capella Regia Polona
Premiera na IV Festiwalu Barokowym Polskiej Opery Królewskiej, 4 października 2025
Polska Opera Królewska wyszukała w przepastnej spuściźnie muzyki baroku operowy klejnot. Titon et L’Aurore zachwyca muzyką, ale znaczenie ma też historyczny background. Opera ta, zaliczana do podgatunku pastorale héroique (pastorałki heroicznej) powstała w trakcie głośnego sporu buffonistów z antybuffonistami, czyli entuzjastów opery włoskiej ze zwolennikami tradycyjnej opery francuskiej, który przetoczył się przez osiemnastowieczny Paryż. Autor omawianej opery, kompozytor i skrzypek Jean-Joseph Cassanéa de Mondoville był aktywnym uczestnikiem tej waśni.

Muzyki Tytona i Aurory od pierwszych taktów słucha się z wielką przyjemnością. Posłużę się słowami Krzysztofa Garstki, które są zwięzłą, a mówiącą wszystko charakterystyką języka muzycznego kompozytora tej opery – „połączenie francuskiej ornamentyki z włoską kantyleną i dramatyzmem”.
Libretto jest oparte na micie. Pasterz Tyton i bogini Jutrzenka (Aurora, jak kto woli) wzajemnie się kochają, żyć bez siebie nie mogą. O ich szczęście są zazdrośni: bóg Eol, który jest zakochany w Jutrzence (jest to miłość toksyczna) i bogini Pales, która z kolei kocha się beznadziejnie w Tytonie. Emocje i namiętności kłębiące się w tych dwóch trójkątach słychać nie tylko w śpiewie, ale również w muzyce instrumentalnej, bogato zinstrumentowanej i żywo zrytminizowanej. Słuchanie, jak gra Capella Regia Polona, prowadzona od klawesynu przez Krzysztofa Garstkę jest przyjemnością samą w sobie.


Reżyserka Natalia Babińska w kończącym się happy endem libretcie, dostrzegła opowieść o wytrwałości, odwadze i miłości mającej moc przezwyciężania zła. Tyton jest w jej koncepcji astronomem, który dzięki odwzajemnionej miłości do Jutrzenki nabiera sił i wiary w to, że może zmienić świat na lepsze.
Pokaźne części instrumentalne w Tytonie i Aurorze, przeznaczone przez kompozytora dla baletu (nieodłącznej części składowej w operze francuskiej) Natalia Babińska wykorzystała do pogłębienia dramaturgii; wprowadzając dodatkowe postaci i pokazując ich losy, które przedstawiają tancerze i chórzyści. Choreografię stworzył Jacek Przybyłowicz. Tańczy nie tylko czworo zawodowych tancerzy, ale mocno zaangażowani w ruch sceniczny zostali też śpiewacy Zespołu Wokalnego Polskiej Opery Królewskiej. Jestem pełna podziwu dla nich.
Kostiumy, trochę szalone w dobrym tego słowa znaczeniu i scenografię zaprojektowała Aleksandra Reda. W projekcjach dwukrotnie wyświetlane są karty Tarota, co jest zabiegiem jednak ryzykownym. Są ludzie (też do nich należę) uprzedzeni do Tarota. Wybrane karty w postaci wyciętych figur pojawiają się także w rękach chórzystów. I to jeszcze nie koniec ich obecności na scenie. Chórzyści animują później figury Tarota o wielkości człowieka.
Niemniej, strona wizualna Tytona i Aurory w Polskiej Operze Królewskiej ma wpływ na dobre wrażenie, jakie odnosi się po obejrzeniu tego przedstawienia. Na pochwałę zasługują również harmonijnie współgrające z całością przesuwane, ascetyczne dekoracje i reżyseria świateł Macieja Igielskiego.
Trafiłam na obsadę z Julią Pliś (Jutrzenka), Martą Brzezińską-Szmaj (Palés), Bartoszem Gorzkowskim (Tyton), Pawłem Michalczukiem (Eol, Prometeusz) i Iwoną Lubowicz (Amor, Nimfa). Wszyscy bardzo dobrzy! Paweł Michalczuk od udanego debiutu w „Królewskiej” każdą kolejną rolą potwierdza swoją wysoką klasę. Iwona Lubowicz to śpiewaczka o od dawna ustalonej renomie. A nieznanych mi dotychczas Julii Pliś, Marty Brzezińskiej-Szmaj i Bartosza Gorzkowskiego będę już teraz z ciekawością wypatrywać na afiszach.
Warto zobaczyć Tytona i Aurorę w Polskiej Operze Królewskiej. Zasługuje na to z wielu powodów.