Tony – recenzja

Tony – recenzja

Tony, reżyseria i współautorstwo scenariusza – Matt Johnson, drugi scenarzysta – Matthew Miller.
W rolach głównych: Dominic Sessa, Antonio Banderas, Emilia Jones, Leo Woodall.

Zachętą do obejrzenia tego filmu był dla mnie udział Antonia Banderasa, którego od Boskich (2022) nie widziałam na ekranie. Nie miałam pojęcia, kim był Anthony Bourdain, grany przez młodego Dominica Sessę, o którym też dotąd nie słyszałam. I nie byłam wyjątkiem na sali kinowej. Zatem najpierw parę zdań o pierwowzorze tytułowego bohatera.

Anthony „Tony” Bourdain (1956 – 2018) był uwielbianym amerykańskim szefem kuchni i osobowością telewizyjną. Imał się również pióra, aktorstwa i piosenkarstwa. Telewidzowie kochali go za ciekawość świata, radość życia, ideały humanistyczne, którym hołdował.
U szczytu sławy został znaleziony martwy w pokoju hotelowym we francuskim Kaysersbergu, dokąd przyjechał kręcić kolejny odcinek swego programu kulinarnego. Śledztwo nie wykazało w jego nagłej śmierci udziału innych osób ani obecności w jego organizmie narkotyków czy alkoholu. Skądinąd wiadomo, że w tym czasie przeżywał kryzys w życiu prywatnym. Ale tego wszystkiego nie ma w filmie Tony.

Fotos z filmu Tony. Antonio Banderas i Dominic Sessa. Materiał M2 Films

 

Tony ukazuje tylko początek drogi ku karierze kulinarnej tego nietuzinkowego człowieka – kim był, zanim stał się Anthonym Bourdainem. Nie był to odcinek usłany różami, ale młody Bourdain spotkał na nim kogoś, kto podał mu rękę. Jednak zanim to się stało, doznawał upokorzenia za upokorzeniem.

Akcja tego rozdziału z życia Bourdaina rozgrywa się latem 1976 roku. Tony miał wtedy 20 lat i ambicję zostania pisarzem. Był pewny siebie, wręcz buńczuczny. Liczył, że otrzyma z uczelni dotację na napisanie swej pierwszej książki, ale mu jej nie przyznano. Chcąc zdobyć jakiś grosz, wylądował na zmywaku w niedużej restauracji serwującej owoce morza w Provincetown na półwyspie Cape Cod. A tak naprawdę, to pojechał tam za dziewczyną, która wpadła mu w oko.

Amerykański aktor Dominic Sessa (rocznik 2002) wcielający się w młodego Bourdaina, ma w sobie coś, co skupia na nim uwagę widza. Dostrzegli to już rok wcześniej amerykańscy krytycy filmowi z CCA (Critics Choice Association) przyznając mu nagrodę dla najlepszego młodego aktora za jego filmowy debiut w The Holdovers (Przesilenie zimowe). A dobrze obsadzona główna rola sprzyja dobremu odbiorowi filmu. Trafnie też obsadzono role dwojga rówieśników głównego bohatera, którzy – jak przypuszczam, z założenia – mieli budzić sympatię. I budzą. Mam na myśli Emilię Jones grającą studentkę, za którą Tony przyjeżdża do Provincetown i Leo Woodalla odtwarzającego jego koleżkę.

Antonio Banderas
gra właściciela knajpki, który zatrudnia Tony’ego, nie płacąc mu, a tylko dając byle jakie spanie i jedzenie. W pierwszych tygodniach pracy Tony jest obiektem mobbingu ze strony pracowników tej restauracyjki. Stosunek, jaki ma do niego jej właściciel też pozostawia wiele do życzenia. Choć na początku nic na to nie wskazuje, to właśnie on odegra kluczową rolę w skierowaniu Tony’ego na drogę, która zaprowadzi go do sukcesu. Banderas bardzo dobrze zagrał tego mężczyznę – w każdej sytuacji na ekranie jest wiarygodny.

Po wypadku w restauracji pociągającym za sobą wyjątkowy event, którego sprężyną jest Tony, dotychczasowe relacje między uczestnikami wydarzeń zmieniają się o 180 stopni. Trudno w to uwierzyć, ale – jak wiemy – scenariusze, które pisze życie tym się właśnie różnią od tych wymyślanych, że są nieprawdopodobne.
Po seansie wychodzi się z pokrzepiającą myślą, że świat nie jest taki zły, jak się wydaje; a przynajmniej z nadzieją, że można spotkać na swojej drodze ludzi bezinteresownie pomagających innym.

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl