W deszczowy dzień w Nowym Jorku to 92 minuty patrzenia na miłe twarze młodych aktorów, rozkoszowanie się, jak w każdym filmie Woody’ego Allena, dobrymi dialogami i błyskotliwymi powiedzonkami. Zdołałam zapamiętać tylko jedno: „Czas pędzi; i to jakże często tanimi liniami…”.


W rolach trojga głównych bohaterów występują dwudziestoparolatkowie: Timothée Chalamet (ur. 1995), Mary Elle Fanning (ur. 1998) i Selena Gomez (ur. 1992).
Fabułka jest bardzo wdzięczna. Zakochana para studentów jedzie do Nowego Jorku, by spędzić romantyczny weekend. Chłopak zamierza pokazać dziewczynie swoje rodzinne miasto; ona musi najpierw przeprowadzić wywiad dla studenckiego pisemka ze znanym reżyserem. Wywiad się przedłuża… Chłopak pozostawiony sam sobie spotyka w niecodziennych okolicznościach siostrę swojej byłej dziewczyny. I zaczyna się ciąg zabawnych sytuacji, pokazanych z ujmującym, nie do podrobienia Allenowskim poczuciem humoru.
W jednej tylko scenie Allen przedobrzył. Mam na myśli poważną rozmowę głównego bohatera z matką. Nie dość, że ta scena niczego istotnego nie wnosi, to wręcz razi zbytecznością. Ale cóż, mistrzowie też miewają gorsze pomysły. Całość ogląda się z wielką przyjemnością!
Polska jest pierwszym krajem europejskim, który pokazuje W deszczowy dzień w Nowym Jorku. Jak wyjaśniła przedstawicielka dystrybutora, wiąże się to z tradycją wprowadzania na polskie ekrany filmów Allena latem. Reszta Europy zobaczy go dopiero jesienią.
Zdjęcia: materiał dystrybutora/Kino Świat Sp. z o.o.