Wyrwa – recenzja. Scenariusz na podstawie książki Wojciecha Chmielarza – Marcin Ciastoń, reżyseria Bartosz Konopka.
Obsada: Tomasz Kot, Karolina Gruszka, Grzegorz Damięcki, Olga Bołądź, Maria Pakulnis, Roman Gancarczyk, Marta Stalmierska, Konrad Eleryk, Magdalena Schejbal.
Jeżeli się zbierze grono profesjonalistów wysokiej klasy – sukces jest murowany. I Wyrwa to właśnie taki przypadek. Bardzo dobrze napisany scenariusz, doskonała podstawa dla scenariusza w postaci powieści cenionego autora kryminałów, zdolny reżyser i pierwszorzędni aktorzy w obsadzie.
Wojciech Chmielarz trafił na godnego siebie scenarzystę. Pisarz, z którym konsultowano scenariusz, bardzo chwalił Marcina Ciastonia za rozwiązania fabularne na potrzeby filmu, których, jak przyznał, on sam by nie dostrzegł. Ci, którzy przeczytali Wyrwę, będą więc też mieli przyjemność płynącą z niewiadomej i zwrotów akcji, których nie ma w powieści. A dodatkowo, możliwość porównania tego, co wytworzyła ich wyobraźnia, z tym, co zobaczą na ekranie.
Głównymi bohaterami są: małżeństwo pracownika korporacji i dziennikarki oraz popularny aktor – kochanek dziennikarki. Mąż, nie wiedząc o tym, że żona go zdradza, też znalazł sobie przyjaciółkę od serca.
Dziennikarka już na początku filmu ginie w wypadku samochodowym, ale nie znika z ekranu. Pojawia się w retrospekcjach, które rzucają snopy światła na tajemnice, które ukrywała przed mężem. Oś fabularna zmierza do wyjaśnienia zagadki jej śmierci. Policja podejrzewa samobójstwo, a mąż rozpoczyna śledztwo na własną rękę. Jak w każdym dobrym thrillerze, widzowi nie jeden raz wydaje się, że już wszystko jest jasne, a tu następuje zwrot akcji i znowu niczego nie można być pewnym.
Uwagę przykuwa też wątek poboczny, którym jest utrata najbliższej osoby. Zginęła nie tylko żona i kochanka, ale też matka dwóch małoletnich dziewczynek i córka, która była oczkiem w głowie swego ojca. Wzajemne odnoszenie się do siebie wszystkich osieroconych, przepełnione wzajemną czy tylko jednostronną niechęcią, zostało w sensie psychologicznym bardzo prawdziwie ukazane.

Mniej więcej w połowie filmu pojawia się sekwencja komiczna, spowodowana charakteryzacją twarzy Tomasza Kota i Grzegorza Damięckiego. Chodziło chyba o to, że w półtoragodzinnym seansie trzeba znaleźć sposób na złapanie oddechu, bo oglądania filmu w kinie nie można przerwać, tak jak czytania książki, w dowolnym miejscu. W każdym razie ten fragment zapada w pamięć i jego wspomnienie po wyjściu z kina wywołuje zdrowy śmiech, a więc należy to zapisać na plus.
Atutem Wyrwy jest aktorstwo najwyższej próby. Tomasz Kot i Grzegorz Damięcki wyśmienicie zagrali rywalizujących i nienawidzących się mężczyzn, którzy decydują się zjednoczyć siły, żeby rozwiązać zagadkę śmierci kobiety, którą obaj kochali. Karolina Gruszka zarówno swoją kreacją aktorską, jak i oryginalną urodą uwiarygadnia ich fascynację tą kobietą.
Zakończenie tej trzymającej w napięciu do samego końca historii jest bardzo filmowe. Takiego efektu nie dałoby się osiągnąć za pomocą słów na kartach powieści.
Filmowa Wydra to bardzo dobre kino.