
Podczas serii przesłuchań przekazał sędziemu śledczemu (Giovanniemu Falcone, autentycznej postaci) to co wiedział o bossach sycylijskiej mafii i ich przestępstwach. Dzięki jego zeznaniom, zostali oni osądzeni i skazani. Ci najokrutniejsi na dożywocia.
Buscetta nie czuł się zdrajcą. W filmie mówi o sobie: „Jestem małym człowiekiem z wielką godnością”. W scenie rozprawy sądowej przyznaje się, że od przywództwa w mafii ważniejsze były dla niego intymne stosunki z pięknymi kobietami (z ekranu, oczywiście, pada dosadne określenie) i życie rodzinne. Miał trzy żony i siedmioro dzieci. Sam był najmłodszy z siedemnaściorga rodzeństwa, które spłodził jego ojciec. Umarł jak marzył, we własnym łóżku, dożywając 72 lat.
W postać Buscetty wcielił się Pierfrancesco Favino. Główny bohater w jego interpretacji budzi sympatię. Podobno prawdziwy Tommaso Buscetta miał ogromny urok osobisty.
Na ekranie jest wiele pełnych okrucieństwa scen, ale w filmie o mafii sycylijskiej nie mogło ich zabraknąć, bez nich byłby on nieprawdziwy. Są także piękne, wręcz malarskie zdjęcia; wartka, wciągająca akcja; walory poznawcze; dobre aktorstwo; wreszcie mistrzowska reżyseria. Poświadczają to 17 nagród Nastro d’argento i kilkunastominutowa owacja na festiwalu w Cannes.
Reżyser ujawnił, że dla niego najważniejszy jest w tym filmie motyw zdrady. Sędziwy włoski twórca (rocznik 1939) zadaje pytania, na które widz musi sam sobie odpowiedzieć. Czy człowiek jest zdolny do głębokiej przemiany? Czy zmiana jest procesem, który ma nas uzdrowić?
Jakkolwiek by nie patrzeć na ten film – czy jak na historię, która naprawdę się wydarzyła, czy przypowieść skłaniającą do refleksji – jest on wart obejrzenia.
Polska premiera zaplanowana jest na 3 lipca 2020. Oczywiście, w reżimie sanitarnym, podyktowanym koronawirusem. Sala kinowa może być zapełniona najwyżej do połowy, a warunkiem przebywania na widowni jest zakrycie ust i nosa w trakcie seansu.
Fot. Materiał prasowy dystrybutora/Gutek Film