Zupa nic zapowiadana jest jako prequel Moich córek krów – największego dotychczas sukcesu Kingi Dębskiej. Reżyserka ponownie sięgnęła do swoich wspomnień. W gruncie rzeczy, to tylko posiłkowanie się osobistymi doświadczeniami łączy Moje córki krowy z Zupą nic. Zupa jest o czymś zupełnie innym. Kinga Dębska, która w latach 80. XX wieku była nastolatką, z klasą godną Stanisława Barei pokazała przez pryzmat komedii jeden z najważniejszych rozdziałów z biografii współczesnych, dojrzałych Polaków.
Bohaterem Zupy nic jest rodzina: 2 + 2 + babcia. Tak zwani zwykli zjadacze chleba, ale – uwaga – obdarzeni wrażliwą busolą moralną. On jest architektem w biurze projektów, ona pielęgniarką należącą do Solidarności. Młodsza córka – jeszcze dzieckiem, starsza – na progu dojrzewania. Babcia prowadzi dom. Mieszkają w bloku, w dwupokojowym mieszkaniu. Dziewczynki muszą spać w jednym łóżku i dzielić pokój z babcią, która sypia na powszechnej w PRL-u i użytecznej w ciasnych mieszkaniach tapczan-półce. Te wszystkie fakty mają przełożenie na sytuacje pokazywane na ekranie. Wielu widzów przypomni sobie dzięki nim siebie z tamtego czasu.
Zupa nic to PRL w pigułce. Z perspektywy czasu widziany od strony, która dziś wzrusza i śmieszy, ale jest to śmiech dobrotliwy. Ta filmowa rodzina budzi sympatię i szacunek, nawet wtedy, gdy jej członkowie (razem lub osobno) wychodzą na nieudaczników. Widz jest zawsze po ich stronie. To efekt dobrego scenariusza, ale i świetnego aktorstwa. Rodziców grają Adam Woronowicz i Kinga Preis. Pełną wigoru i mającą własne zdanie na każdy temat babcię – Ewa Wiśniewska. Nie ustępują im dziecięce aktorki – Barbara Papis i Alicja Warchocka. Pełnokrwiste postacie stworzyli też aktorzy obsadzeni w rolach drugoplanowych – Rafał Rutkowski i Katarzyna Kwiatkowska (brat i bratowa bohaterki granej przez Kingę Preis) oraz Przemysław Bluszcz, wcielający się w zaprzyjaźnionego sąsiada.
W jednej ze scen rodzina siedzi w komplecie przy stole i je z apetytem słodką, pachnącą wanilią zupę nic. Dziś rzadko obecną w menu, pozostającą już tylko wspomnieniem smaku z dzieciństwa. W filmie Kingi Dębskiej ma ona znaczenie symboliczne, mówi, jak niewiele potrzeba, by poczuć zadowolenie. Choćby tylko dla zrozumienia sensu tej sceny warto zobaczyć ten film.